Penn Slammer III
Rapa goniła za uciekającą drobnicą. O dziwo wystarczył jeden rzut i po krótkiej lecz zaciętej walce około 3kg boleń siedział w łódce „zawodowo podebrany” wcześniej przez Agatkę. Niektórym osobnikom wydaje się, że wędkarstwo to hobby w którym nie ma miejsca dla „bab”, nie poddawajmy się panowie stereotypom. Ja przynajmniej tak zrobiłem i z tego co pamiętam moje wyprawy wędkarskie były jeśli już nie bardzo łowne, to przynajmniej wyjątkowo zabawne.
I właśnie o takiej jednej wyprawie z „babą” na jej pierwsze wędkowanie chcę Wam opowiedzieć.


UJSCIE_NYSYMiało to miejsce nad Jeziorem Otmuchowskim gdzieś w połowie października, pogoda dopisała, był przepiękny poranek błyskający tysiącem kolorów jesieni, lustrzana tafla jeziora odbijała powoli wynurzającą się tarczę czerwonego  słońca.  Jednak  pomimo tak sprzyjających warunków wstawanie okazało się nieco utrudnione chęcią odespania wieczornego grilla na którym podchmielone towarzystwo roztaczało wszystkie „ochy i achy” nad nowym „kolegą po kiju” o imieniu Agatka.
Robili to jednak z lekkim przymrużeniem oka, bo tak naprawdę nikt nie wierzył, że owa osó
bka pojawi się następnego dnia bladym świtem z wędka na przystani, gotowa polować na tutejsze okazy.

Oj jakież było ogólne zdziwienie, gdy z samego rana podczas załadunku łodzi spotkali na przystani rzeczoną Agatkę w wędkarskim stroju, gotową do wędkowania.  Wczorajsze „ochy i achy” zostały zastąpione bardzo wymownymi spojrzeniami i to głównie w moim kierunku. Z każdej twarzy można było wyraźnie wyczytać całkowitą dezaprobatę co do tego co mam zamiar zrobić. Każdym spojrzeniem mówili do mnie „człowieku co Ty robisz, pogięło Cię, zostaw że ją w domu!!!!” AGATEK82 ;-)

My jednak olewając szydercze spojrzenia bez oglądania się za siebie wypłynęliśmy. Oczywiście uzbrojeni każde w swoją wędkę (bo zapewniam Was spinningowanie na zmiany z wyliczaniem sobie rzutów, naprawdę nie jest dobrym pomysłem, szczególnie jeżeli osóbka z którą wędkujecie z rozbrajającym uśmiechem oszukuje w liczeniu zawsze na swoją korzyść…wrrrrrrrr)

Wracając do tematu rybek, to wybrałem kierunek przeciwny do całej reszty towarzystwa – czyli ujście Nysy. Woda tam jest płytsza, a przybrzeżne krzaczki i liczne rozlewiska obfitują we wszędobylskiego bolenia uganiającego się za stadami uklejek i innej drobnicy wygrzewającej się na płyciznach.
Można spotkać tam też dorodnego szczupaka, którego miałem nadzieję właśnie upolować. Wybrałem to miejsce również ze względu na zróżnicowanie terenu i ciekawe otoczenie, które nie znudzi początkującego wędkarza. Tak więc płynęliśmy i płynęliśmy i płynęliśmy….
I w zasadzie nic ciekawego się nie działo, woda „jakby nie żyła” . Dopiero przed samym ujściem w miejscu gdzie rzeka naniosła w którejś z powodzi potężne drzewa coś chlupnęło, i to z taką siłą, że aż zatrzymaliśmy swoją „chybotliwą wannę”  i stanęliśmy w dryfie. Nie trzeba było długo czekać, niedaleko jednego z wystających z wody korzeni przyzwoitej wielkości „Rapa” goniła za uciekającą drobnicą.
O dziwo wystarczył jeden rzut i po krótkiej lecz zaciętej walce około 3kg boleń siedział w łódce „zawodowo podebrany” wcześniej przez Agatkę, która „fachowym” okiem oceniła rybkę po czym stwierdziła, że będzie można ją uwędzić. Tak więc boleń został skazany na pożarcie. Jeszcze tylko krótka sesja zdjęciowa i kolacyjka wylądowała w siatce. Moja towarzyszka stwierdziła, że ja już rybkę złowiłem – teraz jej kolej.

Wpłynęliśmy więc na rzekę. Nysa na jakieś trzysta metrów przed wpłynięciem do jeziora rozwidla się tworząc na środku wyspę w kształcie trójkąta na której często „koczują” wędkarze zasadzający się na dużego leszcza. I tym razem było podobnie. Wyspę „okupowało” dwóch gości  narzekających w zasadzie na wszystko.
A że akurat pełnia, a to ryby nie biorą, a że tu w ogóle nie ma ryb… Byli to dwaj tacy co zapomnieli, że przyjechali na, a nie po ryby. Podpływaliśmy powoli i cicho żeby im nie przeszkadzać… w narzekaniu. Niestety Nysa nie jest zbyt szeroka nawet przy ujściu , nie umknęliśmy więc przed uważnymi spojrzeniami narzekaczy na wyspie.
Zauważyli oni również, że płynę w towarzystwie „baby” co oczywiście skomentowali kilkoma głupimi przytykami skierowanymi pod naszym adresem. Płynąc pokazałem Agatce miejsce gdzie mam zamiar zaparkować naszą „chybotliwą wannę” i gdzie będziemy obławiać miejscówkę, zwróciłem uwagę na ukształtowanie dna, powiedziałem parę słów o podwodnych zaczepach i ostrzegłem, żeby nie podchodziła zbyt blisko brzegu bo prądy rzeczne podmyły skarpę i można wylądować w wodzie.
Wydawało mi się, że udzieliłem kilku pomocnych rad o tym gdzie, jak i czym najlepiej rzucić, a usłyszałem „ale tu jest brzydko, mnie się tu nie podoba, błocko jakieś na brzegu, no i zapaszek jakiś nie za bardzo”. No i w tym momencie myślałem, że padnę ;-/ ale że jestem „oazą spokoju” to oczywiście cierpliwie i z uśmiechem na ustach wyjaśniłem, że miejsca do wędkowania wybiera się raczej ze względu na prawdopodobieństwo złowienia ryb, a nie na walory estetyczne czy zapachowe. Z resztą zapaszek był jak na polskie warunki całkiem przyjemny.

Po zaparkowaniu naszej łupinki i wypakowaniu wszystkiego co mogło okazać się potrzebne przystąpiliśmy do wybierania przynęt, ja oczywiście służyłem radą – Ona standardowo wybrała po swojemu: „rybkę  z duszą” oczywiście, białą i musowo z czerwonym ogonkiem, którą uzbroiła sama – gdyż wcześniej jak mnie poinformowała na stronach internetowych zebrała podstawowe informacje na temat główek jigowych, woblerów, twisterów i innych przynęt spinningowych.
Sprawdziłem jeszcze, czy osóbka nie zapomniała wcześniejszych nauk, ale jak tak stałem to poczułem się niepotrzebny – więc poczłapałem raźnym krokiem w gumiakach typu KWK na swoje miejsce po drugiej stronie krzaczka. I wierzcie lub nie, bo nie trwało to dwóch minut jak usłyszałem wesołe pluski wody i o dziwo wołanie o pomoc, ruszyłem zaraz w stronę Agatki z myślą, ze jednak się na coś przydam.
Myliłem się... Jak znalazłem się po drugiej stronie leszczyny zobaczyłem, że na środku błotnistej zatoczki stoi rozemocjonowana lecz uśmiechnięta pogromczyni (jak się później okazało) 65cm szczupaka (nie obeszło się bez pierwszej krwi - od tego czasu wie że szczupak ma ostre ząbki, i nie wtyka się mu palcy do paszczy) . Wystarczyło jedno spojrzenie na nią, żeby stwierdzić że bakcyl został połknięty i z pewnością nie będzie to jej ostatnia wyprawa na rybki. Po krótkiej sesji zdjęciowej rzeczna torpeda trafiła do siatki gdzie miała umilić ostatnie chwile życia boleniowi.
Nie było mowy o wypuszczeniu ryby – bo nikt by jej nie uwierzył…. Gdy emocje troszkę opadły zauważyliśmy że wysepka jakby ożyła, dobiegły do nas podniesione głosy jawnej zazdrości i tekst „ty Heniek wstawaj, zobacz jakiego ta „baba”  szczupaka złowiła!!!” ich wędki poszły w ruch i nikt już nie psioczył, że tu nie ma ryb tylko systematycznie obławiał swoją stronę rzeki, zapominając oczywiście zwinąć najpierw zestawy gruntowe ;-/
My również powróciliśmy do swoich zajęć każde po swojej stronie leszczyny. Wyobraźcie sobie nie zdążyłem jeszcze wrócić na swoje miejsce, a już słyszałem krzyki żebym wracał tak więc zrobiłem obrót na pięcie i ledwo zdążyłem wychylić się zza krzaka, żeby zobaczyć jak przy samym brzegu wypina się mojemu adeptowi sztuki wędkarskiej kolejny szczupak!!!!! I to dużo większy….Gości po drugiej stronie mało szlak nie trafił, mi również nie było do śmiechu, ale cieszyłem się z dobrej zabawy pewny, że w niedalekiej przyszłości będzie trzeba to powtórzyć.

Na tym skończyliśmy psychiczne znęcanie nad kolegami  z wyspy, spakowaliśmy wszystko i popłynęliśmy do domku, gdzie czekał już na nas komitet powitalny złożony z kilku żon wędkarzy informujących nas z daleka, że reszta wróciła o kiju. Tym większa była nasza radość, że nam jako jedynym tego dnia udało się coś upolować i przytrzeć trochę nosa wyśmiewaczom.

Bakcyl został połknięty na Maksa, bo przy wieczornym grillowaniu usłyszałem, że „nie ma to tamto jutro też płyniemy”. Cóż było robić, zgodziłem się „bez bicia”.

GDZIES_NA_JEZIORZE_OTMUCHOWSKIMPodobno historia lubi się powtarzać, niestety nie tym razem,  bo gdy rano wstaliśmy przez okna do domku wdzierała się dziwna poświata, tworząc aurę niemalże jak z horroru, po wyjściu z domku okazało się że wszystko wokół przykryła mgła  tak gęsta, że można by ją nożem kroić.
Pomyślałem, że może by tak odpuścić i wrócić do cieplutkiego łóżeczka, ale nie zostałem dopuszczony do głosu – ona chce płynąć i koniec… W głowie zaświtała mi myśl, że na bank nie trafimy w to ujście , jednak nie powiedziałem tego głośno.  W końcu jezioro to nie morze nie będzie tak źle, damy radę.

Spakowaliśmy więc co trzeba, silnik w ruch i płyniemy, płyniemy, płyniemy…. Raz w lewo płyniemy, płyniemy, potem w prawo płyniemy, płyniemy….i tak trochę w jedną trochę w drugą a ujścia jak nie było tak nie ma…. Ja twierdzę że w jedną, ona że w drugą (wstyd przyznać, że ona miała rację) dotarliśmy, a na rzece choć to chyba nie możliwe jeszcze „gęstsze mleko”.
Wyłączam silnik i zaczynam wiosłować – płyniemy na wczorajszą miejscówkę, po tego co się wypiął wczoraj;-).  Podpływamy po cichutku, dlatego już z daleka dochodzą do nas głosy rozmów. W pewnym momencie czujemy zawód, że ktoś nam zajął nasze „małe eldorado”, ale po chwili już wiemy, że to znów ktoś okupuje wysepkę i to znów jakiś narzekacz, jak zwykle marudzi, a to ryby nie biorą, a to ryb tu wcale nie ma i nagle wśród tych głosów rozpoznaję jeden.
To któryś z wczorajszych narzekaczy staje w obronie rybostany stwierdzając z przekąsem: "Jak to nie ma ryb, przecież wczoraj jedna baba złowiła tu prawie dwa szczupaki!!! Na co koledzy ze śmiechem… "a weź ty już Heniek lepiej nie pij…”

Od tamtego czasu byliśmy jeszcze wiele razy razem na rybkach, a właściwie to byłem raz bez Agatki i minął jeden sezon, a potem następny i było wiele boleni, kilka szczupaków,  pamiętam ten błysk w oku przy pierwszym sandaczu na rozpoczęcie sezonu 2009, czasami wracaliśmy też o niczym ale jednego jestem pewien zawsze dobrze się bawiliśmy….

< Tekst został napisany dla mnie jak widać z punktu widzenia tego, który ma wystarczającą dozę cierpliwości i poczucia humoru, aby zabierać mnie na rybki;-) „złowił mnie” i zaraził bakcylem wędkowania więc teraz „musi cierpieć”;-))) >>

KOCHANIE DZIĘKUJĘ;-*

 agatek82

Administracji portalu uprzejmie donoszę, że posiadam wszelkie prawa do wykorzystywania tego tekstu....;-)

Komentarze   

norbiko
# norbiko 2010-07-30 20:14
Zapowiada się bajecznie z nutą romansu, doczytam i ocenię jak wrócę z ryb tymczasem pozdrawiam :)
norbiko
# norbiko 2010-07-30 22:33
No to powiem tak... nie sądziłem żeś taka uparta Agato :)
Lecz jak widać na załączonym obrazku się opłacało, gratuluję ryb i cieszę że połknęłaś tego bakcyla oraz życzę Ci regularnych łowów.
Pozdrów swego nauczyciela :)
*****
laserro
# laserro 2010-07-30 22:52
Świetnie się to czyta!! Gratulacje i pozdrowienia :)
mlody1995
# mlody1995 2010-07-30 23:05
Fajny tekst ;-)
Połamania :lol:
kowson77
# kowson77 2010-07-31 06:33
Rafał to ma szczęście, pozdrów go Agatko. :-)
Józio
# Józio 2010-09-02 09:16
:lol: super opowisc,gratulacje pozdrawiam

Nie masz uprawnień do komentowania. Zaloguj się