Berkley 1

16 sierpnia 2012 roku wraz z tatą wybrałam się na nockę.

Nastawiliśmy się na węgorze, lecz nie na grunt a na spławik o gramaturze 4 gram, z hakiem nr 4 na którym znajdowała się porządna( czyt. tłuściutka) rosówa. Zestaw był położony na około 4 metrach, nie daleko od brzegu.

 

Noc była ciepła, lecz z czasem zaczęło się robić zimno i pojawiła się nie przyjemna mgła, która zawitała na dobre. Zaczęliśmy więc zwijać pozostałe wędki, na koniec zostawiliśmy węgorzową.

Wegorzowy zawrot glowy

Resztki pelletu halibutowego podrzuciłam pod zestaw węgorzowy wraz z resztkę grubo ziarnistej zanęty.

Przyszedł czas na zwinięcie węgorzówki. Nie no, kurcze patrzę nie ma spławika, wędka się podnosi i spada z podpórek, krzyczę …wreszcieee !!!!

Zacięłam wędkę czuję spory opór czyli wiadomo co na końcu, węgorzzzz ! I to nie taki mały bo miał aż 76cm, więc sobie myślę co mi tam, zarzucę drugi raz, parę minut w tą czy w tamtą żadna różnica.
Zarzuciłam drugi raz i nie musiałam długo czekać, 6 minut później na zestawie zameldował się kolejny obślizgły stwór, lecz tym razem troszkę większy.
Ryba walczyła parę dobrych minut, lecz tato który podebrał rybę bardzo pomógł, 87centymetrowy węgorz zameldował się na brzegu. Myślę czy to jakiś wspaniały sen z którego zaraz się obudzę.. ?
Nie to byłą rzeczywistość, jednej nocy w przeciągu paru minut złowiłam dwa węgorze, które razem ważyły troszkę ponad 3kg, a dokładnie 3,18.

I teraz tak myślę czy to zasługa, zanęty, pelletu czy po prostu przypadek. I tak skończyła się ta przepiękna noc.

Pozdrawiam Kasia.

 

Nie masz uprawnień do komentowania. Zaloguj się