Spiderwire Smooth

Planować sobie możemy, a Natura i tak zrobi, co zechce, nie patrząc na to, że nasze plany legną w gruzach.

No, może nie do końca, bo jednak, kilka razy udało się wyskoczyć nad wodę, ba, udało się nawet coś złowić.

123
Tegoroczne, wczesnowiosenne feederowanie, w porównaniu do lat poprzednich, zacząłem dosyć późno, bo dopiero pod koniec marca (25.03.), a ryby, zaczęły współpracować z miesięcznym opóźnieniem i to bez żadnej rewelacji. Dlaczego, to pisać chyba nie trzeba, gdyż wszyscy pamiętamy, jak długo, zima, nie chciała ustąpić miejsca wiośnie, a gdy już to zrobiła, to przyszła duża roztopowa woda i tak, czy siak, łowienia nie było. Dwa marcowe, całodzienne wypady, nie przyniosły nawet najmniejszego kontaktu z rybą. Było to oczywiście do przewidzenia, ale… ciężko było usiedzieć w domu.

W kwietniu, z przyczyn osobistych, miałem niemal miesięczną przerwę, więc nad Odrą, pojawiłem się dopiero w ostatnim tygodniu kwietnia. Woda, w porównaniu do lat poprzednich, była wręcz bardzo wysoka, ryb było jakby mniej, ale w końcu współpracowały. Przez ostatni tydzień kwietnia, starałem się jak najczęściej być nad wodą i udało mi się przesiedzieć przy wędkach cztery dni i jedną noc.
O ile, do tej pory, drobnica była tutaj wręcz niespotykana, o tyle ,w tym roku, dokuczyła i to dosyć mocno. Czepiały się małe krąpie, leszcze, płocie.

4
Na szczęście, te nieco większe ryby, z którymi jest fajna zabawa na delikatnych zestawach, także się pojawiły. Były to głównie leszcze, aczkolwiek, wielkością też nie powalały na kolana (do 51 cm). Było też kilka większych krąpi (życiówka - 37 cm), trafiła się też nie najmniejsza płoć (życiówka - 35 cm). Zawiodły mnie natomiast jazie, których w poprzednich latach było bardzo dużo. Tym razem, udało mi się złowić jedną sztukę (42 cm). Co gorsze, nie słyszałem i nie widziałem, aby ktokolwiek je łowił.

                                          567

Była to najgorsza odrzańska inauguracja, od kilku lat, ale z Naturą nie wygramy. Miejmy nadzieję, że lato
i jesień, zrekompensują nam to.

Na koniec, trochę matematyki:
- ilość wypraw: 5,
- ilość godzin: 67,
- złowione ryby: 39,
- wymiarowe (leszcze liczę od 40 cm, krąpie i płocie od 30 cm) ryby: 17,
- przejechane kilometry: 500

Co tu by jeszcze napisać…
Jest maj, ganiam za boleniami, więc do „zobaczenia” przy podsumowaniu o majowych torpedach.

POŁAMANIA!

 

                                         89

Nie masz uprawnień do komentowania. Zaloguj się