Berkley 1

Koniec października. Termometr pokazuje prawie 20 stopni. Masakra...

Czekam na koniec tej pięknej, ciepłej, złotej jesieni. Ryby chyba też. Już nie mogę się doczekać jak będzie zimno, szaro i ponuro. Wtedy się zacznie.
Obserwuje wędkarzy nad Wisłą. Chodzą, wykonują tysiące rzutów. Na napływ, w warkocz, w dołki między główkami i....i nic. Sporadycznie szczupaczek (niewymiarki), jakieś mikro okonki i gigantyczne straty
w przynętach. A ja...czekam.

Będzie moment, że temperatura zacznie oscylować wieczorem w okolicach zera albo nawet minus czterech stopni. Wtedy ruszę, ale nie tak jak większość. Nie na ciężko, głęboko i mocno. Wręcz przeciwnie.
Będę szukał płytkich (70-1,5 metra), mocno kamienistych miejsc z lekkim albo średnim uciągiem. Najlepiej jeśli takie miejsce sąsiaduje z głębszą rynną lub głównym nurtem.
Sprzęt jaki zabiorę ze sobą, to też przeciwieństwo typowego,rzecznego, sandaczowego zestawu.
Wędka 2,70-3,00 metry o ciężarze wyrzutowym w granicach 5-25 gram. Szybka ale nie pałowata( używam Dragona Millenium Super Fasta 2,70).
Kołowrotek wielkości 3000-4000 tysiące, który bardzo dobrze nawija plecionkę. To ważne, bo łowimy po ciemku (chyba już się zorientowaliście he, he, he). Rozplątywanie brody powstałej na plecionce, zmarzniętymi rękami, tylko w świetle latarki czołowej to mało przyjemne i czasochłonne zajęcie.
O precyzyjnym hamulcu i metalowym korpusie wspominam tylko dla zasady.
Na kołowrotku, powinna być dobrej jakości plecionka, dosyć cienka,najlepiej 8-splotowa lub typu termofused (n.p. Berkley Fireline albo Nanofil). Ja używam białego Nanofil-u o średnicy 0,12. Ma doskonałe właściwości rzutowe i co najważniejsze nie chłonie wody. Przy ujemnych temperaturach nie sztywnieje, nie łamie się i nie zostawia dużo wody na przelotkach (nie trzeba ich często obłupywać z lodu).

Przynęty.
Gumy wielkości od 7 do 10 centymetrów. Najciekawsze będą te o niezbyt szerokiej, drobnej pracy. Dobrym przykładem będzie tu Jankes Relaksa, Lunatic Dragona, Slim Trapera czy Cherokee Manns'a.
Kolory raczej naturalne, jasne z dodatkami kolorów jaskrawych. Zbroje je w główki o gramaturze od 3 do 6 gram, maksymalnie. Łowimy w płytkiej, mocno zaczepowej wodzie. Przynęta ma się prześlizgiwać tuż nad kamieniami, a cięższe gramatury główek to bankowy zaczep i duże prawdopodobieństwo utraty przynęty. 7-8 centymetrowa guma na 3,5 gramowej główce to bardzo lekki zestaw, dlatego właśnie powinno się używać cienkich plecionek. Ułatwi nam to dalekie rzuty.
Posyłamy naszą przynętę prostopadle do nurtu i sprowadzamy wachlarzem . Powinniśmy dobrze wyczuwać kiedy guma co jakiś czas muska dno (kamienie).
Na miejscówkę najlepiej wybrać się jeszcze za dnia (przedwieczorna szarówka). Wybadać wodę. Jak daleko należy rzucać, zlokalizować ewentualne większe zaczepy (konary, gałęzie i inne przeszkody). To wszystko pomoże nam po zmroku.
Bardzo dobrą wskazówką co do trafności wytypowanej miejscówki są....leszcze. Jeżeli podczas ściągania przynęty, mamy charakterystyczne tępe skubnięcia lub drgania, a na plecionce będą ślady śluzu to znaczy, że na naszej miejscówce stoi stado leszczy. Brzmi to trochę nierealnie, zimno, ciemno, metr wody a tu leszcze. Uwierzcie mi, czasami baaardzo pokaźne (niestety czasami się podpinają za płetwy piersiowe
lub grzbietowe).

sandacz na zimno2 

Taka miejscówka z leszczami to niemal stu procentowe miejsce, w którym pojawią się sandacze.
Dlaczego tak jest?

sandacz na zimno4

Trudno tak do końca wyjaśnić. Trzeba uzbroić się w cierpliwość. Będzie taki moment, że leszcze nagle znikną z miejscówki, wtedy trzeba wzmóc czujność. To znak, że sandacze wyszły na żer. To żerowanie trwa najczęściej krótko. Czasami około pół godziny, czasami godzina-półtorej. Brania są różne. Od typowych pstryków aż po atomowe kopnięcia, po których łokieć boli. I w jednym i w drugim przypadku zacięcie musi być szybkie i zdecydowane. Jednego wieczora będzie mnóstwo brań, innego jedno lub dwa brania i koniec. Nie ma reguły. Godziny żerowania również bywają różne. Zdarza się, że zaczynają brać zaraz po zmroku lub jeszcze na szarówce, a może być tak, że brania zaczną się nawet około północy (dla najbardziej wytrwałych he,he,he).

sandacz na zimno3
Ja wiem, trochę to wszystko niesprecyzowane, nie do końca oczywiste i proste ale taki właśnie jest sandacz. Chimeryczny, tajemniczy, nie łatwy do złowienia, dlatego gdy uda nam się złapać tego drapieżce satysfakcja jest ogromna.

sandacz na zimno 1
Wracając do sprzętu, obowiązkowym wyposażeniem jest na pewno ciepły ubiór, latarka czołowa i termos z gorącą herbatą lub kawą.
Nie polecam takiego wędkowania w pojedynkę. Noc, chłód, trudny teren, to nie są sprzyjające warunki dla wędkarza. We dwóch lub trzech zawsze raźniej i bezpieczniej.
Warto poświęcić parę zimnych, późnojesiennych wieczorów na łowienie sandacza (na zimno). Efekty są zaskakujące a urok takiego wędkowania jedyny w swoim rodzaju.

Pamiętajcie o ważnej rzeczy. Zaraz po złowieniu takiego późnojesiennego sandacza, zróbcie szybką fotkę i zwróćcie rybie wolność. Często będą to samice wypełnione już dojrzewającą ikrą. Niech dadzą początek następnym pokoleniom ryb, zdrowych, pełnych wigoru i siły.
Ciągle jeszcze trudno o taki gest wśród wędkarzy. Niestety.

Do następnego razu.
Tomasz "Strachu" Straszewski

P. S.

Przepraszam za jakość zdjęć. To właśnie jeszcze jeden minus chodzenia samemu nad wodę he,he,he.


Komentarze   

geddy
# geddy 2013-11-07 09:58
Strachu - dowaliłeś do pieca tym artykułem! SUPER ! Tego było mi trzeba bo choć wessało mnie w łowienie sznurowadłem to cały czas chodzi mi po głowie wypad nad Odrę z takim właśnie średnio-ciężkim spinem od wieczora aż do nocki. Mam nawet identyczny sprzęt bo tez Dragona SF.

P.S. Piszesz o bardzo niedocenianej plecionce Berkley Nanofil - tez jej używam w mocniejszym spinie i też 0.10 lub 0.12. Bardzo fajna plecionka i świetna do rzutów ! Słaba wytrzymałość na węzłach jaka odstrasza wędkarzy to tylko kwestia tego, ze wielu nie potrafi na niej zawiązać prawidłowo dobrego węzła. Bardzo ją lubię i nigdy mnie nie zawiodła
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować
wedkarz2309
# wedkarz2309 2013-11-07 10:39
Cytat:
Chimeryczny, tajemniczy, nie łatwy do złowienia, dlatego gdy uda nam się złapać tego drapieżce satysfakcja jest ogromna.
Prawda, prawda i jeszcze raz prawda. I właśnie za to, tak kochamy te sandacze! :lol:

Bardzo ciekawy artykuł - dzięki ;)
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować
Mareczek24
# Mareczek24 2013-11-07 10:41
Świetny artykuł ;-)
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować
Ania
# Ania 2013-11-07 11:24
Wyłożyłeś kawę na ławę ;-) Miło się czytało gratulacje !!
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować
szczezuja
# szczezuja 2013-11-07 11:52
Do takich wypraw trzeba być twardzielem , niestety raz brak mi takiej rzeki drugie moje zdrowie na to nie pozwala , a wielka szkoda. :sad:
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować
marek j
# marek j 2013-11-07 20:00
Swietnie napisane. Powtórzę kto ma blisko dużą rzekę ma większe możliwości.
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować
Piotroś
# Piotroś 2013-11-07 21:58
Zgadzam się z resztą :) miło się czyta, bardzo ciekawy artykuł ! Gratki
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować
Grzechu_85
# Grzechu_85 2013-11-12 21:36
Nie masz suma jako przyłów? U mnie często bije sum w przynętę adresowaną do sandacza ale ja nie łowie na gumy tylko na woblery
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować
Strachu
# Strachu 2013-11-12 21:40
Najczęściej chodzę listopad-grudzień. Sumek się już wtedy nie pokazuje.
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież