Spiderwire Smooth
64Takiej świecy jeszcze nie widziałem, ze dwa metry na ogonie i daje nura do dna. Wobler zapięty bardzo głęboko na dwie kotwice daje nadzieje na hol zakończony sukcesem, ale ... Pompuję gadzinę, a ten przy samej łodzi znowu tańczy na ogonie . kolejny odjazd, ale ryba słabnie.

W końcu się udało. Zaplanowany na ostatni weekend sierpnia wypad doszedł do skutku. Podróż trochę skomplikowana bo ja w Bydgoszczy, a Bartek (mój syn) w Płocku, ale cóż musimy to ogarnąć. Spakowana torba i wędki, ruszam na dworzec, autobus 20:05, deszcz pada wiatr zacina, ale co tam.W końcu perspektywa metrowych szczupali przebije wszystko. Chyba tylko kał lecący z nieba zatrzymałby mnie w domu.

Pierwsza kłoda, autobus opóźniony o 40 min. co mi tam, damy radę. W Płocku jestem punkt 0:00, szybka przesiadka do auta, odpalona nawigacja i ruszamy w dobrych nastrojach . Na trasie raz sucho, raz mokro czym bliżej do celu coraz więcej deszczu, ale już bliżej jak dalej więc jest dobrze. Około trzeciej nad ranem, wielki huk! Stop, co to było? Niestety w prawym tylnym kapeć, ale na szczęście w bagażniku dojazdówka jest. Niestety klucz nie do tego koła, za duży. Co za jaja i co dalej? Szczęście w nieszczęściu, mija nas auto i sto metrów dalej skręca na podwórko, wyskakujemy z auta i galopem na posesję. Lekko przestraszona dziewczyna zaopatrzona w stosowny klucz udziela nam pomocy i możemy ruszać dalej. 4:30 jesteśmy pod bramą ośrodka. Telefon i Jurek otwiera bramę, bajerka w chacjędzie,

meta

Baza

szybka kawa, jeszcze szybsze formalności i już jesteśmy na pomoście. Jako, że nie mamy własnego silnika Jurek pożycza nam swój, Dzięki temu nie musimy cisnąć na wiosłach.Czas zacząć, trzeci rzut, branie, zacięcie, hol i około 60 cm ląduje w łodzi.

pierwszy

Nie mierzę i nie ważę w końcu mają być metrówy.Kilka rzutów i kolejny, odczepiam bez wyjmowania z wody. Do południa to wszystko. Czas jechać po jakieś papu do miasteczka, szybkie zakupy i wracamy na łódkę. Do zmierzchu tylko dwa szczupaki w okolicach 60 cm i jeden spadł. Jesteśmy trochę rozczarowani, ale to tylko ryby, a frycowe trzeba zapłacić. Hulanie po całym jeziorze, nie przyniosło pożądanych rezultatów, ale jutro też jest dzień.

Z rana pełni nadziei , zaliczamy kolejne rozczarowanie, ale jest nadzieja bo Jurek na swojej standardowej miejscówce dwie sztuki wyjął. Szału nie robiły, ale ...Wysadzam Bartka na brzeg, idzie zrobić herbatę, a ja korzystając z wolnej miejscówki Jurka, kotwiczę łódkę na szczycie górki. Rzucam raz, nic . Dwa, zaczep, ale szczytówka lekko drgnęła, myślę więc mam cię zbóju. Zaczyna się akcja, dwa piękne odjazdy i widzę cielsko pod powierzchnią wody, czyżby marzenie się spełniło?

Szczupak wystawia otwartą paszczę z wody, ale wrażenie, adrenalina skacze i szczupak też . Takiej świecy jeszcze nie widziałem, ze dwa metry na ogonie i daje nura do dna. Wobler zapięty bardzo głęboko na dwie kotwice daje nadzieje na hol zakończony sukcesem, ale ...Pompuję gadzinę, a ten przy samej łodzi znowu tańczy na ogonie . kolejny odjazd, ale ryba słabnie . pompuje go w okolice łodzi i decyduję się podebrać przy pomocy podbieraka co jest błędną decyzją, ale o tym później.

Rybka ląduje w łodzi, wyjęcie woblera w tej sytuacji to nie lada zadanie. Po wypięciu pierwszej kotwicy szczupak kłapie dziobem i wobler pozbawiony zostaje steru, ale trzeba wypiąć drugą która siedzi głęboko w paszczy, szybka operacja szczypcami i ryba wolna. Ręce latają jak w delirium, ale fotka jest, szybki pomiar i  wkładam rybę do wody, a ta trup ! Nie daje znaku życia, o w mordę zabiłem szczupaka . Bartek stoi na brzegu, mówi dzwoń do Jurka. Minuta osiem jest znachor cudotwórca bierze rybę w ręce, czary mary i fontanna wody na pożegnanie. UFF, kamień z serca

895.

Nie było metra, ale i tak to mój największy szczupak w życiu 89,5 cm. Do czternastej jeszcze jeden 64 cm i spływamy do bazy . Czas pakować manele, jutro do roboty

64.

Ogólnie mimo, że nie złowiłem pięćdziesięciu szcupaków i żaden nie miał metra to jestem zadowolony i pełen nadzieji na przyszłość. Wspaniała woda i okolica, przewspaniały opiekun łowiska Jurek. Gdyby wsztscy ludzie byli tacy jak On i jego syn Dominik, życie byłoby o wiele prostsze

Jurek_i_my

Polecam wszystkim łowisko myślę, że  warto chociaż raz tam być.

{fshare}

Nie masz uprawnień do komentowania. Zaloguj się