Berkley 1

Czyli drobiazgi, dinksy, wichajstry i dzyndzle.

 

W pierwszej części poznaliśmy podstawy „anatomii” sprzętu muchowego czyli jak łączyć kije i linki, czym się różnią linki WF od DT i co oznaczają klasy AFTMA. Jeśli mamy więc już pierwszy kij i kołowrotek, zakupiliśmy odpowiedni  sznur i mamy trochę much na start teoretycznie jesteśmy gotowi do rozpoczęcia przygody. Nie jest jednak jeszcze tak różowo, bo przed pierwszym wyjściem nad wodę potrzebujemy jeszcze kilku rzeczy.

Przede wszystkim musimy czymś zakończyć nasza linkę tak aby móc dowiązać do niej przypon z żyłki bądź przypon koniczny.

Łącznik linki z przyponem

Łącznik linki z przyponem

 

CZNIK linki z przyponem2Sposobów na łącznik jest kilka, poczynając od oryginalnie zakańczanych linek muchowych specjalną pętelką, poprzez specjalne łączniki kończywszy na patentach od muszkarzy dla muszkarzy (wszystkie trzy na zdjęciu) czy nawet dowiązaniem żyłki wprost do sznura. Z mojej strony polecam rozwiązanie z łącznikiem (na zdjęciu ten czerwony), którego koszt waha się w granicach kilku złotych (nawet jeśli linka kończy się pętelką) i który przy okazji doskonale sprawdza się jako wskaźnik brań. Jeśli łącznik jest założony starannie posłuży nam spokojnie cały sezon i nie powinien się urwać w najmniej spodziewanym momencie nawet forsując zaczep na grubej żyłce (ja podklejam go odrobina kropelki na samym koniuszku sznura i przypalam wąsy zapalniczką).

PODKŁAD pod linkę:

Podkład pod linkęJak mawiają – „strzeżonego… i tak dalej” ;) Ponieważ długość linki muchowej to mniej więcej 30 metrów wypada się zaopatrzyć w jakiś podkład, który nie tylko wypełni szpulę, ale pozwoli na komfort puszczenia ryby jeśli zajdzie taka potrzeba i będzie możliwość. Nie czarujmy się, nie będzie to nam dane za często wykorzystywać, ale warto mieć bo może to nam uratować rybę życia.Podkłady sąoczywiście różne: dakronowe, tubowe... W zasadzie na początek obojętnie jaki kupimy, wystarczy w zupełności najtańszyo wytrzymałości 20 lbs (9kg). Nawijamy go na szpulę tyle aby wypełniał prawie całą ze sznurem i to wszystko. Podkład z linką łączymy podobnie jak z przyponem, za pomocą łącznika lub fabrycznej pętelki od strony sznura i pętelki na podkładzie (bezwęzłowo – jak na pierwszym zdjęciu)


PRZYPONY:

Jeśli planujemy łowić na suchą muchę powinniśmy zaopatrzyć się w specjalne przypony koniczne, które ułatwią delikatne rozwinięcie przyponu i prezentacje muchy na wodzie po rzucie. Przypony koniczne, choć mogą być plecione, tonące, dociążane itp,  to w wersji najprostszej to nic innego jak specjalne żyłki najgrubsze od strony łącznika (tam wiąże się na nich pętelkę i łączy bezwęzłowo z łącznikiem sznura) i zwężające się do końca. Z uwagi na ich przeznaczenie i grubość są podzielone na kategorie od 1X do 7X różniące się grubością końcówki od strony muchy (ale też i najgrubszej części)

 

Dla przykładu rozmiarówka   VISION wygląda tak:

ROZMIAR

7X

6X

5X

4X

3X

2X

1X

ŚREDNICA

0,10

0,13

0,15

0,17

0,20

0,23

0,26

 

Zastanawiacie się zapewne, dlaczego potrzebny jest taki przypon a nie wystarczy np. 3 metrowy kawałek żyłki lub dwóch żyłek. Ano dlatego że aby prawidłowo zaprezentować muchę, szczególnie małą muchę, która prawie nic nie waży  musimy idealnie prosto i bez poplątania zestawu rozwinąć cały fragment przyponu. Do tego właśnie  musi on mieć niejednolita grubość aby był naturalnym zakończeniem sznura i zadziałał jak „bicz”.

Alternatywą dla kupna przyponu jest związanie go z kilku żyłek różnej grubości. Dla klasycznego przyponu pstrągowego 5X – 3X  teoretycznie  będą  to żyłki kolejno 0.40; 0.35; 0.30; 0.25; 0.20; 0.16 Bardzo ważne przy tym jest, aby przypon był złożony z żyłek jednakowej firmy i rodzaju. Łatwo już sobie wyobrazić, iż jest to niepraktyczne i generuje spore koszty bo zakup tylu szpul żyłki dobrej jakości to spory wydatek, do tego dochodzi jeszcze niepewność węzłów (im więcej tym większa). Testowałem takie rozwiązania i naprawdę wg. mnie lepiej opłaca się kupić kilka firmowych przyponów konicznych niż „szyć” je z żyłek nawet jeśli i tak będziemy musieli się zaopatrzyć w kilka grubości przyponówek.  Polecam na start zakup przyponów 6X na lipienie i 3X lub 4X na pstrągi, zależnie jakiej wielkości spodziewamy się ryb i na jakiej wodzie łowimy. Do przyponu zawsze zresztą możemy dowiązać cieńszy odcinek żyłki. Ja tak przeważnie  robię i dzięki temu zamiana muchy nie skraca za każdym razem przyponu. Jeden przypon koniczny jeśli o niego dbamy jest w stanie obsłużyć nam sporo wypadów nad wodę. Koszt – kilkanaście złotych za niezłe przypony  VISION. Najtańsze to JAXON około 6 zł za jeden jednak ich jakość czasami pozostawia wiele do życzenia, szczególnie jeśli leżą długo na półce sklepowej, niemniej sporo muszkarzy na nie łowi. Musze tutaj wspomnieć, iż w okresie rójki jętki majowej w pewnym momencie zrezygnowałem całkowicie z przyponu konicznego. Wiązałem muchę (jedną dużą jętkę) na dwóch odcinkach żyłki 0,22 i 0,18 lub 0.25 i 0.20. Przy odrobinie wprawy nie ma większych kłopotów z jej rzucaniem z uwagi na sam ciężar muchy. Kolega z powodzeniem łowi natomiast lipienie bez przyponów konicznych zastępując je trzema kawałkami dość cienkich i miękkich żyłek (0.16, 0.14, 0,10). Mimo wszystko jednak wolę do lipienia przypon koniczny, szczególnie jeśli mamy wykonywać dalsze rzuty.


Żyłki przyponowe


Żyłki przyponowe

Nie ma możliwości łowienia na muchę bez choćby podstawowego arsenału przyponówek różnej wielkości i to w każdej metodzie. Nie raz zmiana żyłki na cieńszą to jedyny sposób aby sprowokować lipienia do zebrania  muchy gdy wcześniej tylko wychodzi i „liczyć nóżki” zawracając w ostatniej chwili.  Nie warto tez oszczędzać – ze sprawdzonych przeze mnie żyłek polecam  Trabucco T- Force Spin (jednak za sztywne do małej suchej), Stroft i Wizard. Kupuję szpulki po 25m w wielkościach 0.10, 0,12, 0,14, oraz całe szpule 100m lub 150m 0,16,  0,18 i 0,22 bo te grubości najczęściej używam do nimfy. Nie musimy się martwić, że nie wykorzystamy całej szpuli bo jeśli ktoś łowi również na spinning to kupując np Trabucco T-Force Spin możemy 100 metrów przeznaczyć na spinning a resztę pozostawić sobie na potrzeby muszki, starcza na dłuuuuuuuugo. Jakie grubości będą nam potrzebne na początek aby nie kupowac pełnego przekroju to już sami musimy ocenić, czasem wystarcza tylko 0,18- 0,16 jeśli łowimy tylko na nimfę a w łowisku nie mamy wielkich ryb.


Akcesoria

Z  tych najpotrzebniejszych niewątpliwie przydadzą się nam następujące rzeczy:

  1. Floatant – czyli specjalny żel, którym przed łowieniem smarujemy linkę aby zachować jej dobre właściwości pływające. Żel ten (smar) przyda się również do nasmarowania suchych much z CDC i jeżynek tak aby nam nie tonęły i utrzymywały się na wodzie tworząc charakterystyczny „film” zbliżony do tego jaki tworzy owad na jej powierzchni. Używam dwóch produktów – jeden to żel  CDC dedykowany teoretycznie do much ale z powodzeniem smaruje sznury. Drugi to silikon już typowo do sznura. Z mojego punktu widzenia lepszy jest mimo wszystko żel z CDC. Koszt tubki to około 10-12 zł  - starcza z powodzeniem na sezon
  2. Szczypce do odhaczania – rzecz niezbędna
  3. Obcinaczki – niezastąpione ponieważ w tej metodzie zapominamy o agrafkach, krętlikach itp.  I każda przynętę wiążemy węzłem więc szkoda naszych zębów
  4. Okulary polaryzacyjne – niezastąpione w mojej ocenie
  5. Podbierak – kolejna obowiązkowa sprawa – polecam z siatki gumowej, bezwęzłowy (prosty, dobry i tani JAXON kosztuje około 30zł)
  6. Inne które najczęściej są używane przy spinningu czyli kamizelki, wodery, czapki, itp. Ułatwiające nam wędkowanie. Pomijam temat spodniobutów oddychających, który generuje  jeden z największych kosztów jednak na początek wystarczą zwykłe wodery, lub zwykłe spodniobuty (zależnie od rzeki), jeśli się w to wkręcimy dobrze jest pomyślec o upgrade portek na oddychające co daje już niesamowity komfort i wygodę.

 Floatant

Składamy i rzucamy

Mając już potrzebny sprzęt, linkę nawinięta z podkładem na kołowrotek (jak zaprawiać łączniki oraz łączyć linkę z podkładem bez problemu znajdziesz w Internecie więc pomijam tą kwestię) możemy spokojnie zacząć naukę rzucania.  Wiem ze ciągnie od razu nad wodę sprawdzić się w boju ale mimo wszystko, aby uniknąc przykrych i frustrujących niespodzianek polecam wszystkim poćwiczyć rzuty na sucho na boisku, w ogrodzie, polanie itp. wiążąc zestaw z muchą bez grotu lub czymś co ją zastąpi (kawałek włóczki itp.).

Od czego należy zaczać zobaczysz na filmach poniżej. Z moich doświadczeń jako początkującego polecam na pewno aby przyłożyć się do tego i przed pierwszym machaniem poczytać chociaż teorie. Złe nawyki bowiem trudno jest potem wykorzenić a będą nam skutecznie utrudniały czerpanie przyjemności z łowienia. Ponieważ ja jestem niecierpliwy popełniłem ten błąd i pognałem od razu z mucha nad wodę. Nie polecam ;)

Absolutną podstawą, aby zacząć jest  opanowanie dwóch technik rzucania – klasycznego rzutu oraz tzw rollcasta, który często ratuje nam skórę jeśli łowimy w miejscach mocno zakrzaczonych, uniemożliwiających wymach linką do tyłu.

 

Rzut klasyczny:

 

Rollcast (rzut rolowany):


Teoria do poczytania dla chętnych:
http://www.namuche.pl/sprzet.php?mode=show&id=111

Dodam jeszcze jedną bardzo istotną w mojej ocenie rzecz, z którą się spotkamy. Jeśli jesteśmy praworęczni to aby rzucać z brzegu w górę niewielkiej rzeki najlepiej nam będzie ustawiać się na prawym brzegu rzeki (patrzą w dół nurtu), dzięki temu prawa ręka z wędką będzie wykonywała naturalny ruch i pośle nam linkę pod prąd.  Nie zawsze jednak warunki na to pozwalają i trzeba się nauczyć rzutów w górę nurtu, gdy stoimy po lewej stronie rzeki. To bardzo ważne i prędzej czy później przyjdzie nam się z tym zmierzyć. Jeśli nie przećwiczymy tego zawczasu to ucząc się tej sztuki nad woda przejdziemy prawdziwą męczarnię. Nie mówiąc o tym ze najpewniej spłoszymy ryby wykonując nieudolne „głośne” i nietrafione rzuty. Jeśli już nasza linka mniej więcej leci w pożądanym kierunku, robimy odpowiednie pauzy na godzinie 11 i 13 o odpowiedniej długości względem ilości sznura jakim rzucamy a nasza linka układa się równiutko i delikatnie opada na wodę (boisko, łąkę, trawę, śnieg ;) ) to jesteśmy gotowi.

Tutaj jeszcze uwaga na koniec - nie starajmy się za wszelką cenę rzucać jak najdalej, bo w muszce nie o to chodzi. Jeśli za wszelką cenę będziemy rzucać daleko a nie będą to odpowiednio wyćwiczone i „ciche” rzuty (  to sukces naszego łowienia będzie znacznie gorszybłędem jest głośne podrywanie linki z wody do rzutu, chlapanie w międzywymachach itp).
Pamiętajmy zasadę: rozpoczynając obławiać dobrą miejscówkę, w której widzimy że żeruje ryba pierwszy rzut to z reguły 50% szans na branie, drugi 10% a trzeci i następne to już loteria… Lepiej jest się więc wpierw dobrze ustawić się i przygotować niż biczować bez sensu i bez pomysłu.

 

Słowo na koniec

Nie musimy od razu kupować wszystkiego co zostało tutaj opisane. Z czasem dojdziemy tez i do swoich obserwacji i rozwiązań , nie ukrywam jednak, ze cześć rzeczy będzie niezbędnych i na pewno uszczypli nasza kieszeń. Metoda muchowa bowiem zawiera w sobie wiele składowych, które stanowią czasami o sukcesie nad wodą. Nie jest z drugiej strony tez tak, że zaopatrzenie się w najlepszy nawet sprzęt zagwarantuje nam od razu sukces. Do wszystkiego trzeb dochodzić małymi  krokami  ale to jest właśnie w tym wszystkim najfajniejsze a efekty, które na muche sa naprawde niezłe wynagradzają wszelkie niepowodzenia i trudne początki.

W następnej części opowiem trochę o nimfie bo to jest metoda, która sprawdza się w zasadzie przez cały rok na wszystkich łowiskach i wszystkich rybach a przy tym jest chyba najlepsza na początek zabawy z muchą.

Opracowanie i zdjęcia Przemek "geddy"


Komentarze   

raparapa
# raparapa 2014-02-04 21:11
Przemek,czytam i czytam i dużo rzeczy sobie przypominam ale muszę przyznać że prawie wcale nie używałem suchej. Dla mnie na tych rzeczkach które najczęściej odwiedzałem praktyczna była krótka lub długa nimfa, mokra a czasami strimer. Jazda na Dunajec, San czy Poprad jest praktycznie niemożliwa. Jeszcze jak w zasięgu była Wisła to wypady z Ryśkiem Wieczorkiem były dla mnie cały czas ciągłym podglądaniem i lekcjami muchowania. On i Adam Sikora byli konkurentami do kadry więc było na co popatrzeć. Praktyka czyni mistrza a to się skończyło. Pozdrowienia.
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować
marek j
# marek j 2014-02-04 21:14
Im dalej w las tym........Opisałeś oczywiście wszystko nieskomplikowanie ale w teorii wygląda to łatwiej niż w praktyce, przynajmniej tak mi się wydaje bo niczego jeszcze nie próbowałem. Na wszystko potrzeba czasu i mam nadzieję że pierwszą nagrodą będą poprawne rzuty choćby na łące.
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować
geddy
# geddy 2014-02-05 08:43
Jak zaczynałem łowić ponad rok temu nie miałem praktycznie nic poza używanym kijem, sfatygowanym sznurem z łącznikami, którym obłowiłem prawie cały sezon, prostym kołowrotkiem (teraz służy Mariuszowi), kilku much (pierwsze później dokupiłem) imadełka i jakichś tam paru materiałów muchowych. Ten pakiet startowy kosztował mnie 250 zł, nad woda byłem z tym już w następny weekend i złowiłem tęczaka ;). Nie miałem praktycznie nikogo kto by mi pokazał co i jak. Najwięcej pomógł Pisaq ale i tak do wszystkiego musiałem dojść samemu, a że mnie zawzięło sakramencko na ta metodę to dużo oglądałem, czytałem a jeszcze więcej machałem nad wodą i zjeździłem chyba większość łowisk w pobliżu. Prawda że im dalej w las tym więcej drzew ale łatwiej jest jak już ktoś napisze co i jak jeśli przez to przeszedł, bo nietrafionych decyzji i patentów jakie przerabiałem było sporo i nawet ich tutaj nie opisywałem skupiając się na tym co się sprawdziło ;). Mojego pierwszego lipienia złowiłem mając kilka własnoręcznie zrobionych brązek i jedną przyponówkę, bo pomimo ze kupiłem trochę much starałem się łowić na swoje. Mucha daje ta możliwość, że można zaczać od totalnych podstaw i dopiero potem doposażać się w resztę ponieważ wg mnie ponad drogi sprzęt i całe te pierdoły ważniejsze jest umiejętne podejście do łowiska i prezentacja przynęty a tego się w żadnym sklepie nie kupi a trzeba się nauczyć. Sprzęt tylko podnosi (do pewnego stopnia) skuteczność i wygodę łowienia ale zaczynać można już mając kilka podstawowych rzeczy o których tutaj starałem się napisać. Dla chcącego nic trudnego i można zacząć łowić mając jedynie sam sznur, kołowrotek, kij i jedną żyłkę oraz jakieś proste muszki (prosta i skuteczna brązka to hak, pióro bażanta, koralik, drut i np. sierść zająca).

Jeśłi ktoś ma jakieś pytania na ile będę kompetentny to chętnie odpowiem sam nadal sie uczę.
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować
RWS_Kuba
# RWS_Kuba 2014-02-05 10:38
Swietny artykuł.

Jeżeli chodzi o muchę, nie radzę uczyć się samemu. Sam przez to przeszedłem i było wyjątkowo ciężko. Co więcej, można nauczyć się złych nawyków podczas rzutu, zacinania, czy holu (no właśnie, holu - początkującym przypominam o odkręceniu hamulca i zacinaniu ryb dociskając dłonią linkę do wędki - zalezy oczywiście od medoty, i zacinaniu na morką lub streamera sznurem, nie wędką :) łowiącym wcześniej na spinning na poczatku ciężko będzie się przestawić.

Odradzam również naukę rzutów, niektórzy polecaja taki sposób,np. na łące. Również to praktykowałem. Nawet trawa okazała się dla sznura sporym przeciwnikiem. Zauważyłem mocno poprzecierane miejsca na lince.

Co do sprzętu. Tutaj od samego początku jakość gra rolę. Dobry sznur i klasowa wędka na pewno nie uprzykrza pierwszych wypraw nad wodę z muchówką. Kiepskie jakości sprzęt może skutecznie zniechęcić.

Łączniki osobiście odradzam, choć łowiłem na nie sporo czasu. Wszystko zależy od ich typu, ale pętelka z linki jest o niebo lepsza. Szczególnie podczas finałowego etapu holu, kiedy to przechodzi przez pierwszą "przelotkę". Możliwość zahaczenia/zablokowania jest praktycznie zerowa.

Okulary są obowiązkowe. Ich brak u mnie jest tak odczuwalny, jakbym brak wędki. Dla początkujących muszkarzy obowiązkowy ze względu bezpieczeństwa. Polecam również kapelusz lub czapkę.

Jak mi się coś przypomni, napisze.

Zachęcam do muchy. Zacięcie lipienia, pstrąga czy brzanę i jej hol, czucie w palcach każdego ruchu jest nie do opisania. Nie wspominając po wolnych wyjściu lipienia do suchej... nawet klenie. Malutka sucha na spokojnej wodzie podrzucona powyżej wygrzewającej się do promieni słonecnzych pod powierzchnią wody pięćdziesiątki (bo i takie na muchę się łowi)jest jedynym sposobem, by nie spłoszyć takiego klocka.
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować
geddy
# geddy 2014-02-05 11:15
Kuba, ale za to jakie masz doświadczenie jak sam do wszystkiego doszedłeś - bezcenne ;) Łatwiej jak ktoś nauczy ale czasami nie ma chętnych :( mnie nie miał kto poduczyć a niektóre osoby wręcz mnie zniechęcały swoimi moralitetami i krytyką dla samej krytyki :( wiec musiałem radzić sobie sam, dopiero latem i jesienią poznałem kilku zajebistych muszkarzy, którym zawdzięczam naprawdę bardzo wiele.

Co do łączników to ja ich używam bo jeśli łowię na nimfę to żyłkę wiążę bezpośrednio węzłem (takim jak przynętę) (łączenie żyłki pętelką mnie wiele razy zawiodło przy zaczepie) Przy zaciąganiu węzła na łączniku nie przetnę sznura nie mówiąc o forsowaniu takiej 0.22 przy zaczepie (łącznika w ten sposób nigdy nie zniszczyłem). Ale fakt - trzeba uważać przy holu, niemniej jak sie dobrze zaprawi i nie zostawia wąsów itp to przechodzi przez przelotki bez problemu. Jest to jednak jeden z wariantów, zresztą łączników jest kilka rodzajów, każdy z czasem dojdzie do własnych obserwacji względem swoich potrzeb. Z czasem każdy zresztą poznaje co dla niego i na jego warunki jest najlepsze i zmienia, modyfikuje, kupuje, sprzedaje ;) Z reszta się absolutnie zgadzam, wędkarstwo muchowe to najlepsza rzecz jakiej w życiu doświadczyłem zaraz po seksie i jeździe motocyklem :D
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować
Strachu
# Strachu 2014-02-05 11:50
Najtrudniej jest się zmobilizować żeby zacząć. Jak już zrobimy pierwszy krok będzie już wciągać na maksa. Wiem coś o tym... Obrastam w akcesoria muchowe w postępie geometrycznym :lol:
Wiem już na pewno, że nie odpuszczę..
Ten rok będę mocno pracował z muchówką..,mimo,że jestem zapalonym, nizinnym(pstrągowym też ;-) )spinningistą,spławikowcem i grunciarzem(w tej kolejności).
Znikająca z powierzchni wody mucha, wielkie, karminowe kropki na bokach pstrąga, piękna płetwa grzbietowa lipienia, muchówka wygięta w pałąk śni mi się po nocach...codziennie.
Przemo zajefajny tekst, gratki! :-)
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować
marmajgabin
# marmajgabin 2014-02-05 21:13
Gratuluję kolejnego tekstu!
Mam jednak pytanie, sam jestem początkującym muszkarzem i zastanawia mnie jak to jest z tymi łącznikami. Piszesz, że może służyć jako wskaźnik brań, ale chyba gdzieś w RAPR lub w którymś regulaminie OS spotkałem zakaz używania indykatorów brania. Jak to jest? Co jest właściwie indykatorem, a co łącznikiem, bo mogą one pełnić obie funkcje jednocześnie.
Marcin
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować
geddy
# geddy 2014-02-05 22:57
Indykatora jako osobnej części zestawu spełniajacego role kuli wodnej / splawika itp nie można używać zgodnie z RAPR. Sami muszkarze są jednak co do wskaźników brań podzieleni a RAPR tez pozostawia pole do interpretacji. Sa nawet tacy, co uważają ze duża sucha mucha na skoczku jako indykator do lekkiej nimfy czy mokrej na koncu zestawu to już faux pas ;) z drugiej strony obozu stoją zwolennicy indykatorów, którzy chcieliby dopuszczenia ich w RAPR wprost. Łącznik to taki złoty środek - całkowicie dozwolony i akceptowany od podrzędnych rzek po łowiska komercyjne typu San, Dunajec na których obostrzenia sa duzo bardziej posunięte jednak o łącznik w kolorze oczojebnej czerwieni nikt nie kruszy kopii. Niewątpliwie temat na niejednym z for muchowych przytkał serwery i żyły co poniektórym dyskutantom ;)
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować
jurek-strażnik
# jurek-strażnik 2014-02-06 10:32
Fajna lektura , ja nie łowię na muchę , lecz często czytam o tej metodzie :-)
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować
wedkarz2309
# wedkarz2309 2014-02-06 10:46
Zgadza się, Przemka pierwszy kołowrotek, jest teraz na mojej muchówce i teraz to ja stawiam pierwsze kroki w tej pięknej metodzie :lol:

Czekałem na drugą odsłonę Twojego artykułu - dzięki ;-)

Dowiedziałem się od Ciebie na FB bardzo dużo, ale ten tekst był dla mnie bardzo fajnych "odświeżeniem", a także dowiedziałem się czegoś nowego :-)
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować
RWS_Kuba
# RWS_Kuba 2014-02-06 12:03
jeżeli chcemy coś zaoszczędzić na zestawie muchowym, to tylko na kołowrotku: linka i wędka najważniejsze.

Mój pierwszy kołowrotek nie miał hamulca. Na początku dziwiłem się tym faktem, ale to jest tylko "pojemnik" na sznur i nie warto przepłacać - chyba, ze ten droższy jest lżejszy i dobrze współpracuje z wędką - wyważenie.
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować
geddy
# geddy 2014-02-06 12:30
Tylko jedno "ale" kupując w ciemno drogi kij na początek przygody nie zawsze kupimy to co nam będzie się sprawdzało. Moim zdaniem lepiej zacząć czyms uniwersalnym i sprawdzonym ze sredniej półki i w miare nabierania doświadczeń sami będziemy wiedzieć co świadomie kupic w przyszłości na własne łowiska i pod ulubione metody. Nawet najdrozszy kij SAGE, ORVIS itp nie nada się idealnie pod krótką nimfe i jednocześnie suchą, nie mówiąc o streamerze/suchej itd czy nawet preferencjach typu wolny/szybki kij. Ja dopiero po roku doszedłem do wniosków co mi jest potrzebne i świadomie zakupiłem dwa nowe kije a ciągle brakuje mi jeszcze jednego tak naprawdę ;)
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować
pisaq
# pisaq 2014-02-17 22:26
Nieważne czy za 100 czy 1000zł. Taki nowicjusz nie wyłapie różnicy pomiędzy Vision Cult, a Jaxon Monolith... Na rynku pełno jest sprzętu, który sprosta wymaganiom nowicjuszy. Polecam zacząć od kija w klasie 5, o długości 9 stóp (czyli 2,7m). Takim kijem jesteśmy w stanie poradzić sobie w 90% sytuacji. Po roku czy dwóch, będziemy w stanie stwierdzić co należy zmienić i w którym kierunku będziemy się rozwijać.
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież