Penn Slammer III

W końcu, po pięciu dniach przerwy, powrót nad wodę.

"Przestój" był spowodowany kilkudniowym wyjazdem do rodziny i co prawda łowiłem karpie w przydomowym stawie, ale takie łowienie, na wodzie prywatnej, średnio mnie "rajcuje" i holowane ryby, nie wywołują tych emocji, co na wodzie PZW.

Mamy ostatnie dni sierpnia, a więc za kilka dni, rozpocznie się okres ochronny dla pstrąga potokowego. Wybrałem się więc wczoraj, jak to mam od kilku ładnych lat w zwyczaju, otworzyć "zakończenie sezonu pstrągowego". Tym razem, pojechałem z kolegą i uzbrojeni w spinningi (przez silny wiatr, mucha odpadała), pojawiliśmy się nad wodą tuż po godz. 9 rano. Zostawiłem znajomego w wybranym miejscu, a sam udałem się 5 km w górę rzeki, abyśmy sobie nie przeszkadzali.

Pierwsze, co zrobiłem, to sprawdziłem ręką, jak z ciepłotą/zimnotą wody. Byłem pozytywnie zaskoczony, więc wskoczyłem w sandały, uzbroiłem się w jedną z najbardziej łownych przynęt, wszedłem do wody i... uuu, woda była niemal lodowata, na dłoni odczucie było zupełnie inne. Wyszedłem więc z niej i zacząłem marsz w górę rzeki, idąc brzegiem.

Pierwszy kropas, zameldował się bardzo szybko. Był mały (ok. 25 cm), ale był tak piękny, że pokusiłem się o szybką fotkę. Podczas zimowych łowów, plusem jest niemal całkowity brak "króciaków", jednak te letnie, potrafią być tak "tłuste" i waleczne, że te z zimnej pory roku, chowają się przy tych z najcieplejszych miesięcy.

1-20140826

Ten czarno-biały pasek, na płetwie odbytowej, jest po prostu "hipnotyzujący" - niczym wszystkie płetwy dolne u źródlaków.

Po złowieniu dwóch "skrótów", dochodzę do miejsca, gdzie nie mam możliwości przejścia brzegiem, więc pakuję się do wody. Oczywiście czuję niesamowite zimno, jednak po niedługiej chwili, nogi się przyzwyczaiły i nie odczuwałem już dyskomfortu zimna. Postanowiłem więc, nie wychodzić już z wody, jeśli nie będzie to konieczne.

Nigdy wcześniej nie brodziłem (zdarzało mi się to w tym roku, ale przy wiosennych boleniach, na podniesionej wodzie), łowiąc pstrągi, więc szybko sobie pomyślałem, że fajnie byłoby złowić tego pierwszego "z wody". Długo czekać nie musiałem, gdyż szybko wyskoczył spod burty, pierwszy tego dnia "wymiarek". Była to przeszło 30 cm samica, która miała nabrzmiały "bęben", który miałby zaraz eksplodować - zdjęcie pokazuje zupełnie co innego. Wygląda na nim, jak chudzina.

2-20140826

Brodząc tak w górę rzeki, łowię kolejne skróty, jednak po ok. 20 minutach, trafia się kolejna, przyszła mama (pod 35 cm). Była bardzo charakterystyczna, gdyż była zupełnie pozbawiona, lewej płetwy brzusznej.

3-20140826

Kolejne pstrągi, były niewymiarowe, aż w końcu doszedłem do tak głębokiego odcinka rzeki, że byłem zmuszony go przejść brzegiem. Dosłownie w pierwszych rzutach, wychodzi mi spod nóg pierwszy wymiarowy samiec. Co prawda nie był tak wypasiony, jak samice, ale ta wydłużona głowa i zadzior (przy tej wielkości osobniku, daleko jeszcze do "kufy") na żuchwie, mają w sobie to coś.

4-20140826

Po chwili notuję wyjście sztuki "pod czterdzieści", a następnie łowię spore ilości niewymiarowych "okazów". Zazwyczaj są to 20+ cm osobniki, ale od czasu do czasu, trafia się i taki kilkunastocentymetrowy. Gdy w końcu dochodzę do miejsca, gdzie się wypłyca, wchodzę z powrotem do wody i gdy tak idę przed siebie, łowiąc kolejne "dzieciaki", mijają mnie miejscowe dziewczyny, które wskazują na miejsce, gdzie są większe ryby. Podziękowałem i gdy doszedłem do tego miejsca, trafiam 2-3 maluchy, a gdy wcinam kolejnego, myślę, że mam następnego, z tego samego rocznika. Jednak, jak się okazało, pstrąg szedł w moją stronę i dopiero pod nogami, woda zaczęła się "gotować". Gdy ryba się uspokoiła, podebrałem ją i okazało się, że jest to największy tego dnia pstrąg - był to samiec, który miał 37 cm.

5-20140826
Idąc cały czas w górę rzeki i zacinając kolejną sztukę, "odnotowuję" pod nogami bardzo miłą niespodziankę. Okazuje się, że jest to przyłów, w postaci, przeszło 30 cm lipienia, który ma w tym swoim małym pyszczku, przednią kotwicę, kobikowego łamańca.

6-20140826

Po godz. 16, łowię ostatnią wymiarową sztukę i gdy dochodzę do wybranego miejsca, wracam z kolegą do auta, którego spotykam "po drodze", gdyż zaczął dublować "moje" miejsca.

7-20140826

Był już wieczór i zgodnie z zapowiadanymi prognozami, wiatr ucichł, a to oznaczało, że... po "kolacyjnej" przerwie przy aucie, w ruch poszła muchówka. Łowienia zostało mi bardzo niewiele, gdyż zaledwie około godziny, więc, aby nie tracąc czasu, zawiązałem szybko dwie nimfy i postanowiłem pomachać tę chwilę przy aucie. Pierwsze branie notuję bardzo szybko, ale niestety lipień się wypina. Na drugiego przyszło mi trochę poczekać, ale się doczekałem. Wyjechały dwa lipienie i jeden pstrąg.

Gdy robiło się już na prawdę ciemno, że ciężko było wypatrzyć branie..., chcę "wyjąć" przynęty z wody, aby posłać je w trochę inne miejsce i... o dziwo, nie mogłem tego zrobić, gdyż na końcu zestawu była ryba. W półmroku mignęła mi sylwetka małej ryby, ależ jakie było moje "osłupienie", gdy ten kurdupel ruszył z siłą "lokomotywy" w prawą stronę. Nie wiedziałem, co jest grane, ale po chwili wszystko się wyjaśniło. To pierwszy w życiu dublet!! Łowiłem "w lipieniach", więc innych ryb się nie spodziewałem. Gdy one się tak motały i próbowałem im się przyjrzeć, zobaczyłem, że jedna z ryb, to... okoń. Jakież było moje "zniesmaczenie", gdy dostrzegłem, że druga ryba, to także okoń. Szkoda, że nie lipki, ale na taki dublet jeszcze przyjdzie czas. Przy pierwszym w życiu dublecie (na muchę oczywiście, gdyż kilkukrotnie zdarzały się już dwie ryby, na jeden haczyk), nie ma co wybrzydzać, mogą być pasiaki. Tak "do dłoni" miały po ok. 22 i 25 cm.

Oczywiście nie obyło się bez pamiątkowych fotek i gdy odzyskały wolność (jak wszystkie pozostałe ryby), wykonałem kolejne wymachy, lecz skończyło się to podwodnym zaczepem, który nie chciał oddać przynęt. Ja byłem już "przebrany", ale kolega miał na sobie wodery, więc wszedł do wody, odzyskał nimfy i tym "akcentem", skończyliśmy łowienie.

 

8-20140826
Wyjętych ryb było bardzo dużo, a równie dużo było także spinek i odprowadzeń/wyjść. Oczywiście licznik "nabijały" tylko te sztuki, które odpinałem osobiście, bądź po doholowaniu "pod nogi", pozwalałem im się wypiąć, aby ich nie dotykać. Finalnie udało mi się złowić 37 pstrągów do 37 cm, 3 lipienie do 31 cm i 2 okonie.

Lato, to oczywiście dominacja "skrótów", jednak biorąc pod uwagę fakt, iż woda jest bardzo niska (krystalicznie czysta) i przez cały dzień (no, z krótką przerwą, w środku dnia) świeciło słońce, które prześwietlało wodę, 5 wymiarowych pstrągów (plus 2 wyjścia) jednego dnia, to na prawdę fajny wynik, z którego należy się cieszyć. Kolega, łowiąc 13 pstrągów, dołożył szóstego wymiarka (31 cm) - było także kilka sztuk okołowymiarowych. No i siódmą rybą, która miała pow. 30 cm, był lipień. Tak więc, mimo, iż brakło tej sztuki, chociaż 40+ cm, to dzień, jak najbardziej na plus.

Do końca miesiąca, jest w planach przynajmniej jeszcze jeden wypad na pstrągi.

 

 

Komentarze   

jurek-strażnik
# jurek-strażnik 2014-08-27 11:06
Super relacja Mariusz :-) , to tak jakbym słuchał Cię na " żywo " , przepiękny ten lipień :lol:
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować
geddy
# geddy 2014-08-27 11:15
Gratki Mariusz ! Fajnie że ryb masz w bród tylko czemu znowu kaleczysz te biedne pstrągi tymi cholernymi kotwicami jak masz pod ręką muchówkę :P :D

Jeśli chodzi o pstrągi bez płetw to u mnie co druga ryba z zarybienia nie ma płetw piersiowych albo ma je zdeformowane. To wynik zarybień PZW z "pseudohodowli" gdzie nikt nie kontroluje wymiany genów i krzyżuje ryby wzajemnie spokrewnione. Prawdziwy dziki pstrąg ma wszystko na miejscu ;) dlatego tylko no-kill, bezzadziory i dbanie o tarliska i ochronę rzek a nie sypanie ryb i wyławianie w celach konsumpcyjnych
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować
jurek-strażnik
# jurek-strażnik 2014-08-27 11:39
Cytat:
Jeśli chodzi o pstrągi bez płetw to u mnie co druga ryba z zarybienia nie ma płetw piersiowych albo ma je zdeformowane. To wynik zarybień PZW z "pseudohodowli" gdzie nikt nie kontroluje wymiany genów i krzyżuje ryby wzajemnie spokrewnione. Prawdziwy dziki pstrąg ma wszystko na miejscu ;) dlatego tylko no-kill, bezzadziory i dbanie o tarliska i ochronę rzek a nie sypanie ryb i wyławianie w celach konsumpcyjnych
. Zgadzam się Przemku w 100 % , to PZW ma spółki zarybieniowe i dla nich liczy się tylko kasiorka , a nie zdrowa populacja ryb :-x , pamiętam jak ze Skrwy Prawej uwalnialiśmy kropki i lipienie z sieci kłusowników , to się serce krajało z rozpaczy :sad:
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować
marek j
# marek j 2014-08-27 19:22
Gratulacje dla Mariusza za udane połowy i opis ze zdjęciami, a żeby nie było za wesoło to Przemek jak zwykle ma rację.
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować
ROBERT666
# ROBERT666 2014-08-28 12:09
Super relacja. GRATULACJE. Do pełni szczęścia brakuje tylko nazwy tej rzeczki:)
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować
geddy
# geddy 2014-08-29 20:01
Cytuję ROBERT666:
Super relacja. GRATULACJE. Do pełni szczęścia brakuje tylko nazwy tej rzeczki:)


prawdziwy pstrągarz tą tajemnice trzyma zawsze dla siebie i broń Boże nie chwali się publicznie w Internecie gdzie dobrze połowił bo potem następne relacje mogą być krótkie i pełne rozczarowania...
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować
Pawgas
# Pawgas 2014-08-29 20:49
Łowny ten wobler - kobi łamaniec chyba jak dobrze poznaję.
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować
kobikobi1
# kobikobi1 2014-09-16 22:04
Panowie ,ryba w 100 procentach nie pochodzi z zarybień gdyż ta rzeka od wielu lat nie była zarybiana, ba mało tego, prowadzono tam co roku odłowy pstrąga potokowego. Brawo Mariusz, na styczeń konstrułuje jeż dwa kolejne modele łamanych kobików.Pewnie spotkamy się koło piekarni 1 stycznia
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież