Sebile 1

Rzeka San od zawsze kojarzyła mi się z wędkarstwem muchowym.

SanJuż na początku mojej przygody z tą przepiękną metodą wędkarską zrozumiałem, że jest to miejsce, w którym muszkarz może poznać lepiej swoją naturę i umiejętności. Nad Sanem wędkarz i rzeka stają się jednością, przyroda staje się ludzkim utożsamieniem, a ryba partnerem do epickiego tańca.

 

Pragnę przekazać Ci drogi czytelniku cząstkę magii, którą możesz poczuć tylko nad Sanem.

 

Wstaję wcześnie rano, aby zdążyć nad rzekę przed żarem, który będzie lał się z nieba. Ubieram się, piję kawę, pakuję sprzęt i pełen zapału ruszam nad wodę. Chłód niczym ostra brzytwa przeszywa moje ciało, mgła dotyka moich ust, pierwsze promienie przebijającego się przez chmury słońca muskają mnie po twarzy. Z całych sił maszeruję nad rzekę, w moim ciele pojawia się delikatne zniecierpliwienie, które jest wyrazem marzeń drzemiących w mojej duszy. Po kilkudziesięciu minutach marszu docieram nad rzekę. Szykuję sprzęt i stawiam pierwsze kroki w wodzie. Dookoła słychać tylko szum przelewającej się wody i śpiew ptaków. Od czasu do czasu słychać głośny plusk, to ryby które poszukują pokarmu. Na moich ustach pojawia się uśmiech, nieopisana radość, marzenia stają się faktem i zaczyna się wędkarski maraton…

SanWchodząc coraz dalej do rzeki zauważam na powierzchni wody delikatne oczka, już wiem że to lipienie, które w takt rozbrzmiewającego śpiewu ptaków zbierają owada za owadem.
Przywiązuję delikatny przypon i zakładam muszkę na haku #18. Pierwszy rzut powyżej mojego stanowiska, następuje branie, krótki hol i jest pierwszy lipień. Niestety jego długość nie przekracza 30cm. Liczba oczek pojawiających się na wodzie wraz z coraz to większą ilością promieni słonecznych wzrasta, łowię lipienia za lipieniem, aż nagle z transu wyrywa mnie krzyk brata, który zapiął przepiękną rybę. Biegnę do niego około 200m poprzez wodę, ryba jest bardzo silna, odjeżdża na 15m, delikatna wędka wygina się do granic możliwości, tuż pod powierzchnią wody miga piękne, złote cielsko.
To pstrąg potokowy, jest ogromny! Hol trwa dalej, ryba wybiera coraz to więcej linki, próbuje się uwolnić młynkując na powierzchni wody i uciekając pod przybrzeżne konary. Po kilku zrywach słabnie i po paru minutach trafia do podbieraka, w którym ledwo się zmieściła. Miarka wskazuje 63cm!!!
Nieprawdopodobne!

SanPo krótkiej sesji zdjęciowej ryba wraca w doskonałej formie do wody. Po tak emocjonującym wydarzeniu nie mogę się skoncentrować. Postanawiam zmienić miejsce i łowię dalej, poruszam się naprzeciw brzegu u podnóża lasu na niewielkiej górce. Wykonuję dwa rzuty suchą jęteczką i za wielkim kamieniem moja muszka znika, na końcu zestawu melduje się duża ryba, która chwile po zacięciu, podczas energicznego zrywu urywa mój przypon.
Czuję ogromne rozgoryczenie, jestem wściekły,gdyż nastawiałem się na lipienie, a pechowo na moją muszkę połakomił się piękny pstrąg. Jednak nie poddaję się, wiem że cierpliwość zostanie wynagrodzona. Zmieniam miejsce na znacznie głębsze,łowię niedaleko zwalonego drzewa. Postanawiam zmienić przypon na mocniejszy i zakładam brązowego chruścika w rozmiarze #12.
Oddaję rzut i następuje przepiękna zbiórka. Stoję jak zamurowany, ryba całkowicie przejmuje nade mną kontrolę. Pstrąg wyciąga mi prawie całą linkę z kołowrotka, wiem że mam na wędce godnego przeciwnika. Niestety po paru minutach ryba okazuje się silniejsza i wpływa pod drzewo, gdzie urywa przypon.
Fatalna passa trwa. Na pocieszenie w tym samym miejscu łowię kilkanaście niedużych pstrągów i lipieni na długą nimfę.
Robię krótką przerwę na odpoczynek, obmyślam taktykę i idę łowić dalej. Tym razem mam zamiar obłowić płań niedaleko elektrowni. Zauważyłem duże stado okoni, zakładam więc glajchę z balonowym ogonkiem-(imitacja czerwonego robaka), łowię kilka sztuk, aż nagle z tego stada wyłania się spora ryba, która połyka moją przynętę. Czuję silny opór na wędce, ryba ucieka w stronę głównego nurtu, gdzie się ustawia i walczy ze mną. Z daleka widzę piękną, sztandarową płetwę, już wiem że jest to przepiękny kardynał-lipień, który po chwili spada z haka na oczach wędkarza z Francji. Znowu przegrana jednak udaje mi się jeszcze złowić kilka niedużych lipionków.

SanSan

Dzień dobiega ku końcowi, zmrok powoli zaczyna otulać wodę. To z pewnością nie był mój dzień, pełen nadziei na lepsze jutro, udaję się na kwaterę żeby odpocząć.
Następnego dnia łowienie zaczynam znacznie później. Nastawiam się na duże ryby, które miałem złowić za pomocą streamera. Łowię kilka pstrągów powyżej 30cm na brązowego “zonkera”. Tuż pod nawisem gałęzi zauważam liczne zbiórki. Zmieniam wędkę i zakładam suchą muszkę. Rzut,przepuszczenie muszki pod gałęzią i następuje branie. Zacinam i jest pstrąg!

Kolejny rzut i jest drugi! W ten sposób łowię kilka ryb i kiedy zbiory ustają, przezbrajam się na nimfę. Zakładam klasyczną “brązkę”, wykonuję kilka rzutów. Przeprowadzam nimfę po głębokiej rynnie i zapinam sporą rybę, w szybkim tempie ucieka z nurtem rzeki i niestety po kilku sekundach spada z haka. Ponownie podaję przynętę i następuje przytrzymanie. Zacinam i jest kolejna ryba, która ciągnie mnie w górę rzeki jakieś 30m. Na końcu mojego zestawu zameldował się pstrąg potokowy 50+ , czym bliżej jestem jego podebrania tym dalej i energicznie odpływa.
Zbliża się do zwalonego drzewa, wiem że jeżeli niczego nie wymyślę to go stracę, postanawiam zaryzykować i spróbować go odciągnąć. Niestety ryzyko nie popłaciło i ryba urywa żyłkę 0,14mm. Załamany kolejną porażką całkowicie zmieniam miejsce, niestety zaczyna padać i woda zmienia kolor, jest lekko trącona co jednak daje mi ogromną przewagę. Dzięki temu mogę łatwiej podejść ryby za pomocą nimfy. Docieram do obiecującego miejsca, gdzie znajduje się rynna tuż za niewielką bystrzyną. Ustawiam się powyżej miejsca, które mam zamiar obłowić.

San
Łowię 6 pstrągów potokowych w przedziale 30-38cm. Wykonuję kolejne rzuty i nagle następuje zdecydowane branie. Ryba muruje do dna i szybko wybiera linkę z kołowrotka. Wędzisko przyjemnie się ugina. Mój przeciwnik ucieka kilkanaście metrów w dół rzeki, przepięknie rozbrzmiewa muzyka płynąca z hamulca, aż tu nagle następuje zwrot akcji, ryba zaczęła płynąć w górę rzeki. Szybko zwijam linkę, żeby nie stracić kontaktu z rybą poprzez powstałe luzy.
Ryba wykonuje kilka zrywów, a potem słabnie i stopniowo przejmuję nad nią kontrolę, odzyskuję kolejne metry sznura. Jest coraz bliżej, za chwilę będzie moja. Podciągam ja i pewnym ruchem podbieram. Duży tęczak wije się w podbieraku. Wyciągam miarkę, która wskazuje 57cm! Jest to moja życiówka na muchę. Czuję się fantastycznie, wykonuję swój “rytualny” taniec w podzięce za rybę.

DSCF1289
Szczęśliwy przestaję tego dnia łowić, jak później się okazało po ogromnej burzy woda już się nie nadawała do łowienia. Mimo to w doskonałym humorze mogę wrócić do domu. Ta chwila pozostanie w moich wspomnieniach do końca życia…

Zakochałem się w tej rzece,śnię o niej co noc. San stał się moją muszkarską “Mekką”, zachęcam Was drodzy czytelnicy, żebyście kiedyś zdecydowali się na taką podróż. Wszystkie codzienne problemy zostają w domu,liczy się chwila, którą staje się człowiek oraz rzeka, która jest jej dopełnieniem stanowiącym szczyt ludzkiej egzystencji.
San stał się moją obsesją. Tutaj mogę spodziewać się wszystkiego. I to jest właśnie San!

Pozdrawiam

 

Komentarze   

Gilbert
# Gilbert 2014-11-06 21:19
Piękne opowiadanie, ryby rozwalają wyobraźnię. Zdjęcia świetne, mnie szczególnie podoba się pierwsze od góry. W Sanie łowiłem tylko raz w okolicach Leska. Brak brań nie był ważny, krajobraz dookoła zapiera dech o każdej porze roku. Oby ta rzeka przetrwała w takim stanie zawsze, dziś jest to perła na skalę Europy. Pozdrawiam
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować
Krzys21
# Krzys21 2014-11-07 00:12
Na Sanie łowię głównie na odcinku od Hoczewki do Sobienia ale moim marzeniem jest OS :)
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować
geddy
# geddy 2014-11-07 08:28
Wędkarstwo muchowe jest piękne. San to woda stworzona dla muszkarzy i taką powinna pozostać (sorry koledzy ;) ) nie ma takiej drugiej rzeki w Polsce. Od Hoczewki wreszcie wprowadzono zakaz zabijania lipieni niestety haki zadziorowe zdajsie nadal tam pokutują ;(. Zazdroszczę tym co mają tam w miarę blisko, dla mnie to wyjazd grubo ponad 300km. Mam plan na przyszły rok w czerwcu ale co wyjdzie to się zobaczy. Jednak jak się nie ma co się lubi to się lubi co się ma. U mnie też mam fajne wody, poznałem miejsca które też są absolutnie magiczne, jedną rzekę nazwałem sobie nawet "mały San" bo jest tam kilka miejscówek dosłownie przeklejonych z Bieszczadów (niestety tylko kilka) z pięknymi jak na Sanie purpurowymi lipieniami co u mnie niezwykle rzadko się zdarza ;) Fajny artykuł, uwielbiam artykuły pisane przez muszkarzy o muszkarstwie. Polecam każdemu wyjazd nad San ale tylko i wyłącznie z muchą !
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować
Krzys21
# Krzys21 2014-11-07 11:07
A niech bedzię narobię Wam ochoty :)
Na Sanie poprzez wprowadzenie całkowitego zakazu zabierania ryb, lipienia na górnym odcinku Sanu jest tak ogromna ilość, że można go złowić nawet na kawałek "skarpety" nawiniętej na hak.

geddy. a co do haków z zadziorami to teoretycznie jest zakaz ich używania ale jak to praktykują inni wędkarze tego to nie jestem w stanie powiedzieć.
Moim zdaniem nad San każdy może przyjechać połowić nawet na spławik bo ja od 2 lat byłem tylko raz kontrolowany(łowiłem na muchę żeby nie było :) ) i to i tak było na Łączkach. Poniżej mostu w Huzelach to nawet śladu strażników. Wieczorem słychać to najlepiej jak woda niesie odgłos zabijanych ryb :(
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować
FlyAngler
# FlyAngler 2014-11-07 12:41
Dziękuję bardzo za miłe słowa :)
Ja niestety nie posiadam nawet jednej rzeczki, w której mógłbym złowić pstrąga bądź lipienia. Muszę pokonywać setki kilometrów, żeby móc połowić takie ryby.
Dlatego uważam, że ludzie z dostępem do takich wód są szczęściarzami i powinni je szanować.
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować
geddy
# geddy 2014-11-07 13:01
Krzys21 i bardzo fajnie, bo wtedy jest i baza pokarmowa dla pstrąga, głowatki a i wystarczające ilość lipka dla wędkarza, przy tym jeśli przyjdzie duza woda to nawet jak połowa spłynie niżej to jest potencjał aby się znowu szybko odnowił ;)


Kotrole, no cóż... zaręczam ze za 20 lat San, Dunajec (górski) nie będzie już dostępny dla przeciętnego wędkarza z karta i opłatą zniżkowa za 150 zł na rok na cały okręg. Wszystko zmierza do komercjalizacji i boje się że skończy się to jak w Anglii gdzie za dniówkę najlepszego chalk streamu na jetce majowej będzie się płacić po 200-400 funciaków ;(

@FlyAngler ja najbliższa fajną rzekę mam 50km od domu jednak w promieniu 100 mam ich już całkiem sporo, większośc małych siurków ale łowienie na nich to jest prawdziwa rozkosz jak już się w to człowiek wkręci ;)
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować
Ania
# Ania 2014-11-07 21:03
Zachęciło mnie to do spełnienia swojego marzenia. San i ja rzeka marzeń gdzie mogę spotkać się z rybą życia inną metodą ( Fly) niż spin .
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować
PawelW
# PawelW 2014-11-08 18:00
Mam zaszczyt łowić z autorem opowiadania, który zainspirował mnie muszkarstwem . To prawda że San potrafi obdarzyć wędkarza pięknymi rybami. Sam tego doznałem. Rzeka pozostaje długo w pamięci. Ma swój prawdziwy urok. Szkoda tylko że niektórzy mają do niej tak daleko.
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież