Spiderwire Smooth
Po zamknięciu kabłąka i dosłownie dwóch obrotach korbką  mam piękne uderzenie, a wędka wypada mi z rąk! Spanikowany  rzucam się na trawę i chwytam ją w ręce. Patrzę na wodę, a tam rozchodzi  się potężna fala. Jeszcze przed sezonem postanowiłem, że w tym roku poważnie dobiorę się boleniom do skóry. Jak dotąd nie miałem ich zbyt wiele na swoich koncie, jednak mój przedsezonowy plan się powiódł. Pisząc te opowiadanie jest 25 maja. Jestem zaskoczony, że do tego czasu udało mi się wyjąć kilkanaście rap w przeciągu kilkunastu dni.
Myślałem, że jest to dla mnie nieosiągalne, gdyż w tamtym roku zbyt wiele spotkań z tą rybą nie miałem. Teraz chciałbym opisać te 3 najlepsze dni, które dostarczyły mi najwięcej wędkarskich emocji.

IMGP3904

 
Moja nowa życiówka

W czwartek 12 maja wybrałem się z tatą po raz pierwszy w sezonie nad Narew. Od samego początku zapowiadało się obiecująco. Gdy  stojąc na górce, na której  zaparkowaliśmy samochód, dostrzegłem ganiającego drobnicę bolenia , pomyślałem, że chyba coś dziś złowimy. Pospieszyłem tatę i zeszliśmy nad rzekę. Założyłem nowego, niedawno wyjętego z opakowania x-rapa rapali i zacząłem obławiać. Po kilkunastu rzutach czuję mocne uderzenie, takie jak na bolenia przystało. Niestety ryba się nie wcięła. No cóż , będzie następny, stwierdziłem i łowiłem dalej.
Jak się potem okazało, ryby nie za bardzo chciały żerować i przez 1,5 godziny  nie mieliśmy ani jednego kontaktu. Przełom nastąpił około 20. Czegoś takiego w życiu nie widziałem. Kilka boleni na raz , bardzo blisko brzegu  tak  atakowały uklejki, że aż woda wrzała. Ryby dosłownie wyskakiwały z wody. Myślę, że były to przynajmniej 3 sztuki. Podekscytowani tym , że trafiliśmy w piękne żerowanie boleni, zaczeliśmy rzucać bardzo blisko brzegu, ok.2 m. Stojąc poniżej taty , nagle słyszę głośne: Jest !
Patrzę za siebie, ale widzę tylko rozchodzące się fale. Tata wkurzony niezaciętą rybą, idzie w górę Narwi i obławia jedno miejsce do końca.Bolenie chyba już skończyły kolacje, a zbliżała się godzina 21. Zawzięty zmieniam przynęty i próbuję jeszcze jakiegoś skusić do ataku.
W końcu na myśl przyszedł mi pomysł, aby założyć gumę i poprowadzić ją głebiej. Wybór padł na lunatica 8 cm, na 21 gramowej główce. Spodobał mi się bardzo, więc nie mogłem go nie założyć na agrafkę. Po kilku rzutach  przeszły mnie dreszcze, a wędka mocno się wygięła się. Zaciąłem i pomyślałem, że tym razem nie może spaść. Gdy go zobaczyłem przy powierzchni, zdałem sobie sprawę, że nie jest to mała ryba.
Doholowałem spokojnie rapę i stwierdziłem, że takiego jeszcze nigdy nie widziałem. Położyłem go na piachu w płytkiej zatoczce, tak że był cały czas w wodzie. Wyciagnąłem miarkę, przyłożyłem obok ryby i zobaczyłem całe 74 cm. Kilkanaście fotek i ryba wraca do wody. Spokojnie odpływa i macha ogonem na pożegnanie. Cieszę się bardzo z faktu, że pobiłem swój rekord życiowy. Gdy szliśmy do samochodu , tata mi pogratulował i powiedział, że jego życiówka jest nie wiele większa. Wtedy jeszcze bardziej zdałem sobie sprawę z tego, że moja ryba była spora.   

                                                 boleń

 Szczęśliwy piątek trzynastego.

 Po udanym poprzednim dniu postanowiłem, że nie odpuszczę i pojadę po szkole na ryby.Lekcje w piątki zawsze kończę wcześnie o 12:30, a więc miałem dużo czasu. Poprosiłem dziadka i około godziny 14 ruszyliśmy nad Narew. Pogoda była niestabilna i w każdej chwili mógłzacząć padać deszcz. Nie przejmowałem się tym i zaraz po dojściu na miejscówkę  zacząłem łowić. Na agrafce znów wisiał

boleń2niebieski x-rap , na którego poprzedniego dnia miałem branie. Nie zdążyłem oddać 3 rzutów, gdy spod nóg, wyjechał nieduży boleń .Jakie było moje zdziwienie, tego nie wie nikt. Rybka szybko wylądowała na brzegu i okazało się, że ma 55 cm. Niestety po 5 minutach zerwała się wichura i  przyszła burza. Schowaliśmy się w samochodzie i poczekaliśmy, aż wszystko się uspokoi. Na szczęście okazało się, że opady były przelotne i zaraz przestało grzmieć.

W czasie dość długiego powrotu  na łowisko dostałem od dziadka, który pierwszy raz widział branie  bolenia , ,,cenną ‘’ radę . Powiedział mi, abym  mocno trzymał  wędkę, żeby mi jej w końcu jakaś gruba rapa nie wyrwała. Zaśmiałem się i powiedziałem mu, że jest to niemożliwe, bo mam bardzo lekko ustawiony hamulec. Odpowiedział mi, żebym jeszcze się nie zdziwił. Gdy doszliśmy na brzeg, postanowiłem dać szanse innej przynęcie.
Założyłem tym razem , sprawdzonego już flat rap’a rapali. Kilka rzutów poniżej  szczęśliwego już miejsca i na wędce melduje się większa od poprzedniej  rapka. Po podebraniu , ryba się rzuca  w rękach i wbija mi się razem z woblerem w kamizelkę. Myślę trudno, woblera odczepię później , żeby nie męczyć ryby. Mierzę ją i okazuję się, że ma równo 64 cm.  Jest dobrze i czuję,  że to chyba jeszcze nie koniec na dziś. Rzucam dalej i wierzę, że jeszcze jakiś da się przechytrzyć. Nagle, po zamknięciu kabłąka i dosłownie 2 obrotach korbką  mam piękne uderzenie, a

boleń

wędka wypada mi z rąk!  Spanikowany  rzucam się na trawę i chwytam ją w ręce. Patrzę na wodę, a tam rozchodzi  się potężna fala. Na szczęście ryba się nie wcięła, bo gdyby tak się stało moja wędka mogłaby popłynąć razem z boleniem. Uff….najadłem się strachu wtedy. Możecie mi nie wierzyć w to co piszę, ale mam na to naocznego świadka.

Gdy emocje opadły, usiadłem na pieńku i zrobiłem sobie przerwę. Wkrótce przyjechał mój tata i łowiliśmy do wieczora. Tego dnia udało nam się jeszcze coś trafić. Tata wyjął 2 , w tym jeden ładny 70-tak , a  ja zaliczyłem takiego ok. 60 i jedno branie. Dzień się skończył i zadowolony jednoznacznie uznałem, że należał do jednego z najlepszych jak dotąd w sezonie, mimo, że moje ryby nie były ogromne.

Miały być szczupaki.

 Niedziela była dla mnie ostatnią szansą , na to żebym się nałowił, przed 5  dniowym wyjazdem na wycieczkę. Wstałem rano i spojrzałem za okno. Myślę sobie, że chyba z boleni będą nici, bo pada drobny deszcz i niebo jest całkowicie zachmurzone. Postanowiliśmy z tatą, że znów zawitamy nad Narew. Tym razem naszym celem był szczupak, ponieważ w takiej przy takiej pogodzie ta ryba, jest chyba pewniejsza, ale na wszelki wypadek wziąłem przynęty boleniowe.
Wyjechaliśmy około godziny 10 i po 15 minutach jazdy byliśmy nad brzegiem pięknej, majowej Narwi. Rozłożyliśmy wędki i zaczęliśmy obławiać dokładnie obiecującą zatokę, która znajdowała się blisko, świetnej na wieczór opaski. Szczupaczek był w niej niemal pewny, jednak żaden nie dał się oszukać albo już ich po prostu tam nie było.
Gdy zeszliśmy 100 m w dół rzeki  zatrzymaliśmy się i usłyszałem od taty, że w sobotę złowił tu 2 pod wymiarowe szczupłe. Porzucałem chwilę moją drugą ulubioną gumą z serii dragon v-lures, czyli buster’em  i zauważyłem jak pod nogami przewinęła się ryba. Króciutki rzut i próbuję go skusić jeszcze raz. Nagle czuję opór na wędce i widzę tylko jak się wygina. Szybko  wyciągam kaczodzioba i okazuję się, że ma 54 cm. 2 zdjęcia telefonem i wraca do wody.

boleń

hol bolenia

Po jakimś czasie dostrzegliśmy pokazującego się bolenia. Mówię  tacie, że  odpuszczam na razie szczupaki i idę spróbować złowić tę rapę, co  tam szaleje. Usłyszałem odpowiedź, że będzie ciężko, bo pokazywała się daleko od brzegu. Nie minęło 5 minut i mam na kiju rybę. Ładnie walczy i pewnie jest zgrabny, pomyślałem. Okazuję się, że  bolek  mierzy 70 cm. Kilka pamiątkowych fotek i rapka dostojnie odpływa. Szczęśliwy patrzę na tatę i widzę zdziwienie na jego twarzy.
W pewnej chwili zauważyłem kolejnego, ganiającego drobnicę bolenia. Ten jest blisko  brzegu , więc szanse na jego złowienie są większe. Wstaję, zmieniam przynętę na perłowego rippera i oznajmiam tacie, że ide po niego. Znowu nie minęło 10 minut i  zacinam rybę.
Nie wierzę w to, że aż tyle szczęścia w tym dniu mi dopisało. Ten jest o wiele mniejszy, bo ma tylko 50 parę centymetrów. Tata, który już nie wie co robić, powiedział, że jedziemy do domu, bo nie chce mu się już łowić. Zgodziłem się, ponieważ zaczął padać mocny deszcz i zrobiło się zimno. Gdy zajechaliśmy, czekał na nas, długo wyczekiwany obiad.

boleń

Podsumowując te  dni, mogę je zaliczyć jak narazie do najlepszych dla mnie w tym sezonie. Życzę wszystkim niezapomnianych przeżyć nad wodą oraz samych wyrwanych wędek z ręki przez tą piękną rybę, jaką jest boleń.


Komentarze   

kamilek97
# kamilek97 2011-05-25 19:32
Super opowiadanie , i piękne bolenie . ***** ;-)
kowson77
# kowson77 2011-05-25 19:39
No proszę, mamy tutaj poważnego mięsiarza. ;-) Gratuluję pięknych rybek. Podejść bolenia to nie taka prosta sprawa. :-)
okonhel
# okonhel 2011-05-25 19:44
Gratulacje. Piękne opowiadanie i piękne ryby.
mateuszwos
# mateuszwos 2011-05-25 19:48
o raju! Jakie wielkie rybska. Ciekawe kiedy ja się nauczę takie łowić. Gratuluję!
norbiko
# norbiko 2011-05-25 21:07
Super opowiadanie, fajne ryby, odjazdowa grafika.
Bary.
# Bary. 2011-05-25 21:42
Fajne opowiadanko. Mięsiarz! :lol: Daj ojcu od czasu do czasu coś złapać, bo się wkurzy i przestanie Cię sponsorować, a wtedy będzie kicha. :P Pisz częściej. *****
maniek111
# maniek111 2011-05-25 22:04
piekne rybki aby wiecej takich dni jak te pozdrawiam
klono19
# klono19 2011-05-25 23:41
Dzięki wielkie wszystkim za naprawdę miłe słowa i super, że wam się spodobało opowiadanie :-)
Bary: Ojciec już trochę w życiu rybek złowił :D , teraz ja chciałbym :lol:
Skierosiek
# Skierosiek 2011-05-26 08:54
no no łowca się nam objawił nie lichy :) gratuluję rybek
łysy-wąż
# łysy-wąż 2011-05-26 09:01
O kurcze, piękne rybki - gratulacje ;-)
Boleń powyżej 70 cm to już naprawdę piękna rybka. Opowiadanie również bardzo fajne, tylko tata może przestać chodzić z Tobą na ryby :-* hehehe
jeszcze raz gratuluję opowiadania i rybek
Gilbert
# Gilbert 2011-05-26 20:33
Świetna relacja, piękne ryby. Klono - możesz być naszym boleniowym przewodnikiem (: Przypominają mi się dawne czasy. Kiedyś ktoś powiedział, że boleń to łosoś dla ubogich. Dziwne określenie wspaniałej ryby, niesamowicie walecznej, przy tym płochliwej i trudnej do złowienia. Do dziś pogłowie boleni bardzo zmalało. Ma na to wpływ ilość uklei - jego głównego pożywienia. Te z kolei padały ofiarą zatruć, a w dużym stopniu wędkarskich zawodów spławikowych. Co brało zawsze - ukleje. Pamiętam całe kubły lub worki martwych uklejek, przynoszonych do wagi przez "miszczów", na kanałach mazurskich i rzekach. Medale zawisały na piersiach, a ukleje szły dla kotów. Dobrze że jeszcze są takie miejsca jak opisane przez Klono.
CK_sandacz
# CK_sandacz 2011-06-07 19:05
Super się czytało, a bolki masakra powodzenia w dalszych połowach tych pięknych rybek :-)
tomasz kwieciński
# tomasz kwieciński 2011-06-15 21:58
Masssssssssssakra ale kolega rybki łapie chciałbym taka w życiu złapać Gdzie są takie piękne bolki??? Gratuluje i Pozdrawiam

Nie masz uprawnień do komentowania. Zaloguj się