Berkley 2
Ostatnie lata upływają pod znakiem pogodowych niespodzianek i bardzo trudno z półtoramiesięcznym wyprzedzeniem przewidzieć, jaka aura towarzyszyć będzie Państwu podczas czytania tych słów.

Grudniowe okonieZ dużym prawdopodobieństwem można jednak przyjąć, że większość zbiorników będzie nadawać się do wędkowania klasycznymi metodami.

Spinningiści mają w czym wybierać – wciąż nieźle żeruje szczupak i sandacz, można zaciąć przyzwoitego klenia lub jazia. Jednak rybą grudnia jest dla mnie okoń – właśnie w tym miesiącu istnieje duża szansa na złowienie okazu, a samo wędkowanie staje się sprawdzianem naszej wiedzy, umiejętności i odporności – tak fizycznej, jak i psychicznej… Nie będzie lekko ani łatwo, ale możemy doczekać się wspaniałej nagrody. Ruszajmy zatem na grudniowe okonie!

Pasiaste drapieżniki wciąż nieźle żerują, ale na przedzimiu zmieniają zarówno zwyczaje pokarmowe, jak i miejsca pobytu. Aby skutecznie łowić okonie, trzeba je najpierw namierzyć. W jeziorach sprawa jest o tyle prosta, że ryby nigdzie z niego nie odpłynęły. Jednak zaczynają się skupiać w określonych punktach, których znalezienie może zaowocować znakomitymi wynikami, ale nie jest łatwe.

Bardzo wiele zależy tu od typu jeziora. W dużym uproszczeniu można przyjąć, że w akwenach płytkich (średnia głębokość nieprzekraczająca 2–3 metrów) okonie gromadzą się w miejscach najgłębszych. Jednak w pozostałych zbiornikach ich zachowanie na przedzimiu jest nieprzewidywalne i zależy od bardzo wielu czynników.

Wędkarzowi pozostaje cierpliwe sprawdzanie kolejnych stanowisk – jeśli gdzieś natrafi na okonie, niech dobrze to miejsce zapamięta! Rzeczne „pasiaki” szukają miejsc ze spokojniejszą wodą, w których nie tylko można oszczędzić więcej energii, ale cieszyć się z obfitości pokarmu – bezkręgowców i drobnych ryb. Dobrymi łowiskami są teraz „klatki” pomiędzy główkami, wszelkie spowolnienia nurtu lub wręcz zastoiska, a przede wszystkim starorzecza – nawet te, gdzie w miesiącach letnich i jesiennych trudno było zaciąć jakiegokolwiek okonia.

Jeśli połączenie z nurtem głównym jest w miarę szerokie i głębokie, możemy mieć do czynienia z prawdziwym „najazdem” tych drapieżników – i to zarówno niewielkich, jak i okazowych. Pozostaje jedynie się do nich dobrać…Napotykamy tu kolejną trudność – nieregularne pory żerowania okoni. Od ćwierćwiecza łowię te ryby w różnych starorzeczach i zbieram informacje od kolegów wędkujących w innych wodach. Do jakich wniosków doszedłem? Otóż wygląda na to, że „pasiaste” uaktywniają się w bardzo różnych godzinach – i to niezależnie od temperatury, nasłonecznienia, ciśnienia…

Pikny-oko-na-pilkerek

Potrafią brać wyłącznie w godzinach południowych, a za dwa dni – o świcie i wieczorem. Recepta na sukces jest o tyle prosta, co mało odkrywcza – łowimy przez cały dzień. W grudniu jest on bardzo krótki, więc nie wymaga to jakiegoś ogromnego samozaparcia – jeśli będziemy dobrze przygotowani na pogodowe kaprysy.

To truizm, ale tylko odczuwając komfort fizyczny (i w konsekwencji psychiczny) będziemy w stanie w skupieniu wędkować od rana do wieczora. Na szczęście jest w czym wybierać – bielizna z Rhovyl’onu, wełniane skarpety i polarowe spodnie pod wodery lub spodniobuty, na wierzch nieprzemakalna, oddychająca kurtka i ewentualnie kamizelka. Bardzo ważna jest dobra ochrona szyi i głowy. Być może dziwnie to wygląda, ale ja pod chroniący przed słońcem kapelusz zakładam czapkę na uszy. Zawsze można ją zdjąć, kiedy przygrzeje.

Kurtka z wieloma kieszeniami oraz kamizelka pozwalają na upchnięcie wszystkich niezbędnych elementów sprzętu (zapasowa szpula, miarka, aparat fotograficzny, pudełka z przynętami, krętliki i agrafki etc.), tak aby nie nosić już torby czy plecaka, które przeszkadzają nam zwłaszcza podczas brodzenia. Jeśli ktoś chce zabrać kilka złowionych ryb, może je chować do tylnej kieszeni kurtki wędkarskiej lub kamizelki.Przejdźmy do sprzętu. Wędzisko okoniowe powinno być zawsze wyposażone w delikatną szczytówkę wskazującą najbardziej subtelne brania, ale na przedzimiu znaczenie tego elementu jeszcze wzrasta – ryby mogą skubać wyjątkowo anemicznie. Dlatego polecam „ultralajty” o ciężarze wyrzutowym do 5–7 gramów. Długość – jeśli łowimy z brzegu – nie powinna być mniejsza niż 2,70 m (z łodzi damy sobie radę nawet znacznie krótszym). Kołowrotek klasy 1000–1500 z żyłką 0,14–0,16 mm.

Przy poprawnym ustawieniu hamulca wystarczy to do wyholowania nawet ponadkilogramowego garbusa. Przynęty to temat wywołujący zaciekłe dyskusje wśród spinningistów. Ja sam od dłuższego czasu łowię na przedzimiu wyłącznie na gumy i podobnie postępuje większość łowców okoni, przynajmniej ci, których znam. Oczywiście „guma” to pojęcie szerokie, ale generalnie im chłodniejsza woda, tym wabik powinien być mniejszy. Moim ulubionym modelem jest 3-centymetrowy twister, w którym dodatkowo zmiękczam ogonek. Najskuteczniejszą danego dnia barwę gumy trzeba ustalić eksperymentalnie – statystycznie najrzadziej zawodzą motoroil, szara i zielona, ale warto wypróbować także wabiki fioletowe, żółte, białe (również z czerwonymi ogonkami).

Sam stosuję dość dziwną metodę – celowo mieszam twistery w różnych kolorach w pudełku, tak by nawzajem się przebarwiły. Wyniki takich eksperymentów bywają ciekawe – także dla ryb. Klasycznie uzbrojone w główki 1–3-gramowe gumy prowadzimy bardzo wolno, zazwyczaj techniką opadu, choć warto od czasu do czasu przeciągnąć przynętę nad dnem w jednostajnym tempie. Brania są widoczne jako podrygiwania szczytówki, czasem solidniejsze uderzenia. Często następują w momencie znieruchomienia wabika na dnie, dlatego nie od rzeczy będzie pozostawienie go w bezruchu nawet na kilka sekund przed kolejnym poderwaniem. Zacięcie powinno być dość energiczne, zwłaszcza kiedy branie nastąpiło w znacznej odległości, ale wykonane z wyczuciem.

Pamiętajmy o cienkiej żyłce i delikatnym pysku okonia! Grudniowy dzień spędzony nad jeziorem lub starorzeczem pozwoli nam nie tylko połowić urokliwe drapieżniki, ale przede wszystkim odpocząć i nacieszyć oczy widokami nadchodzącej zimy. A potem – aby do wiosny!

Tekst i zdjęcia Paweł Oglęcki


Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież