Mitchell RTE
Wybrałem się dzisiaj z kolegą Krzysztofem na ryby. Szybki wypad nad Kanał Żerański z lekkim spinningiem. Czasem trzeba, w ciągu dnia, wyrwać się od codziennych trosk, aby odstresować się i odpocząć. Smutna, wiosenna woda przywitała nas obrazkiem, odzwierciedlającym to, co w obcujących z przyrodą najgorsze. Hałdy śmieci pozostawione przez działkowiczów i wędkarzy.

maryw1maryw2

Ruszy się człowiek wyluzować, a tu znowu nerwy. Po czterdziestu minutach bezskutecznego młócenia wody, zażartowałem aby pojechać na odnogę kanału przy Marywilskiej, bo tam może jakąś kłusowniczą siatę chociaż zatniemy. Z przekory zapakowaliśmy się do samochodu i pojechaliśmy na Marywilską. W obficie zarośniętej w niektórych miejscach odnodze, wycierają się różne gatunki ryb. W zeszłym roku o tej porze, każda nasza obecność na tym łowisku, kończyła się podczepieniem kłusowniczych ekranów. Ta prosta w wykonaniu sieć jest najczęściej niewidoczna z brzegu, ale łatwa do namierzenia za pomocą wprowadzonej w opad przynęty. Kłusowniczą mekkę na tarlisku, zorganizowali sobie pracownicy sąsiadujących z łowiskiem magazynów i hal produkcyjnych.

aq1 początek kwietnia 2011

połowa kwietnia 2011

aq11

Zrujnowane budynki i wysokie brzegi straszące dzikimi wysypiskami odpadów, tworzą tam wręcz apokaliptyczny krajobraz. Poszliśmy od razu na zeszłoroczne miejsce zbrodni. Trzeci rzut gumą i poczułem miękki, znany mi już opór. Powoli z wody wynurzyła się końcówka drąga, do którego przymocowany był kłusowniczy przyrząd. Odciąłem żyłkę i przywiązałem ją do wystającego z brzegu palika. Spojrzałem na smętną minę Krzyśka, wyjąłem telefon i zadzwoniłem do komendy PSR. Obiecano nam, że patrol przyjedzie jak najszybciej się da. Miałem trochę wyrzuty sumienia, że zawracam im głowę i ściągam jedyną będącą w terenie jednostkę. Tłumaczenie policji, o co mi chodzi, gdzie jestem i właściwie po co dzwonię, jeśli w wodzie pływa jakaś tam siatka, podnosi mi jednak za bardzo ciśnienie. Telefon do komendy rzecznej gdzieś zapodziałem, a tylko oni znają się na rzeczy i nie bagatelizują sprawy. 

maryw10

Czekając na patrol zaczęliśmy się zastanawiać, dlaczego obserwujący nas z drugiej strony wędkarz, ma zarzucone trzy wędki. Po chwili dotarło do nas, że tylko nam się wydawało, bo żadnych wędek tam nie było. Szemrany osobnik bez krępacji zwijał ręką swoje zestawy, poprawiał robaka, zarzucał, a drabinki z nawiniętą żyłką, dekował między metalową balustradą. Staliśmy tak z otwartymi paszczami ze zdziwienia, nie wierząc własnym oczom. O proszę, nawet zaciął ładną płotkę i zaniósł ją za budynek, wyglądające na biuro wytwórni pustaków, czy tam innego ustrojstwa. Wrócił, poprawił grube pracownicze rękawice i dalej gapił się na nas, jakby nigdy nic. Najwidoczniej nie robił tego pierwszy raz i wiedział z doświadczenia, że ze strony wędkarzy nic mu nie grozi. Prawie się nie mylił, bo kilkadziesiąt metrów dalej, moczyło spławiki kilku panów, całkowicie nie zainteresowanych sytuacją. 

maryw4

Poszliśmy poczekać na strażników  w umówione wcześniej miejsce. Gdy tylko zniknęliśmy za krzakami, z ogrodzonego terenu wyszedł jegomość w kufajce i odciął moją żyłkę zabezpieczająca ekran. Sprawdził, czy sieci są nienaruszone i zapalił papierosa. Wszystko na oczach siedzących po drugiej stronie kanału wędkarzy. Schyleni, powolutku zbliżaliśmy się w jego stronę. Gdyby tylko dotknął siatek moglibyśmy dokonać zatrzymania obywatelskiego. Cwaniak wrzucił kiepa do wody i beztrosko wrócił, skąd przyszedł. Teraz było po ptakach. Bez dowodów winy, nic nie można zrobić. 

maryw5

Po kilkunastu minutach dotarli chłopaki z PSR. Pojechaliśmy za nimi na teren firmy, gdzie pracował przyjemniaczek z wyrzutkami. Niestety na miejscu zastaliśmy tylko dyndające na wietrze spławiki. Pokręciliśmy się z mundurowymi po terenie, aby pomóc zidentyfikować właściciela sprzętu. Niestety nie udało się. Pojechaliśmy na przeciwległy brzeg wyciągnąć ekrany. Na miejscu okazało się, że siatki są dwie. Musiały być całkiem niedawno postawione, bo w nylonowe oczka zaplątała się tylko płotka i ociekający mleczem okoń. Obeszliśmy z funkcjonariuszami jeszcze brzegi, aby sprawdzić, czy to jedyne niespodzianki. Nie udało się nic więcej znaleźć, więc podziękowaliśmy strażnikom za przybycie i zaczęliśmy zastanawiać się co dalej robić z tak "pięknie" rozpoczętym dniem. Na początku chcieliśmy przeszperać dno gumami, przecież mogliśmy coś przeoczyć. Pomysł uznaliśmy jednak za niezbyt mądry, bo zostawiony bez opieki samochód Krzyśka, aż się prosił o pocięcie opon. Odechciało nam się dalszego łowienia.

maryw8

maryw6

Przez całą drogę powrotną prawie nie odzywaliśmy się do siebie pogrążeni w czarnych myślach. W wisielczy nastrój wprowadziła nas sytuacja panująca na łowisku. Przecież to prawie centrum Warszawy. Nad wodą kręcą się cały czas wędkarze, a wszystko wskazuje na to, że bandycki proceder rozgrywa się właściwie na oczach naszych kolegów po kiju. Kanałek na Marywilskiej jest jednym z dowodów, jak wielka znieczulica panuje w naszym wędkarskim środowisku. W porcie praskim również stawiane są siatki, i to notorycznie, i nikt nie potrafi sobie z tym poradzić.

Na ciepłym kanałku na Siekierkach, bodajże dwa lata temu, kłusownicy przeciągnęli siatę na oczach łowiących tam wędkarzy. Nikt nie zareagował. Potrafimy tylko narzekać, a odważni jesteśmy wyłącznie klepiąc posty na forach wędkarskich. Nie dotyczy to wszystkich. Są jeszcze jednostki, którym zależy. Jest to, niestety, jakiś niewielki odsetek. Taka jest właśnie społeczność polskich wędkarzy - nieczuła i nie widząca niczego poza czubkiem swego nosa . 

Sebastian Kowalczyk


Nie masz uprawnień do komentowania. Zaloguj się