Berkley 2
Witamy, Gość
Nazwa użytkownika: Hasło: Zapamiętaj mnie

TEMAT: Zjadłem okaz i co dalej...

Zjadłem okaz i co dalej... 2010/06/29 08:22 #1388

  • Hektores
  • Hektores Avatar
  • Wylogowany
  • miszcz
  • Posty: 674
Chciałem zacząć dość dziwną ale moim zdaniem potrzebną dyskusje.Zacznę od tego co kiedyś będąc młodym wędkarzem zrobiłem.Łowiąc w latach 80 na Wiśle udało mi się upolować klenia miał 2,5kg i 64cm długości
będąc pod wrażeniem tak dużej ryby postanowiłem zabrać ją do domu ,pochwalić się kolegą rodzicom jaki okaz udało mi się złapać .Powszechność brania w tych czasach aparatu fotograficznego ze sobą była nie lada rzadkością tak ja obecnie teraz No Kill czy Catch and Release no może przesadziłem.Po przyjeździe oczywiście pochwaliłem się wszystkim i odebrałem gratulacje ..byłem z siebie dumny.W domu podobnie rodzice stwierdzili ze ładna ryba ojciec ją obrał i wypatroszył a mama zaczęła ja smażyć. W kuchni zamiast zapachu smażonej ryby było czuć dziwny zapaszek potem doszło do konsumpcji ,próby konsumpcji ........ryba nie nadawała się do jedzenia jeden smród koszmar ,ryba więc została wyrzucona ,podana kotom do jedzenia ,ale nawet piwniczne kociska grzebiące w śmietnikach ani nawet bezpańskie psy nie były zainteresowane tym kąskiem. Zjadły go dopiero wrony w sumie zabrały gdzieś te kawałki ryby ale czy zjadły???


Chciałbym zacząć dyskusje nie na temat czy brać czy nie brać ,chciał bym by koledzy podzielili sie doświadczeniami kulinarnymi co do okazów,czy warto ........ czy branie w celu spożycia okazów ma sens

Ja po tam tym doświadczeniu nie wziąłem już nigdy dużej ryby do domu ,moim zdaniem równie dobrze można było ja zabić i rzucić w krzaki,a ogólnie nie mam nic przeciwko braniu złowionych ryb ale wszystko w granicach rozsądku ,bez zachłanności ,rozdawnictwa jeśli lubisz to weź, nie rób zapasów Sam nie biorę bo nie lubię zabranie ryby jest u mnie rzadkością


Temat poruszyłem tylko dlatego by doświadczeni wędkarze podzielili się swoimi spostrzeżeniami ,nie chciał bym by były użyte argumenty w stylu namaczania w mleku itp. To że ktoś podobnie jak ja wziął okaz do domu nie powinno być napiętnowane ,każdy z nas popełnia błędy ważne jest to by z błędów wyciągać wnioski i dzielić się doświadczeniem.


Zapraszam do wymiany poglądów

Ten obrazek jest ukryty dla gości.
Proszę zalogować się lub zarejestrować, aby go zobaczyć.

Ostatnio zmieniany: 2010/06/29 08:26 przez Hektores.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

O:Zjadłem okaz i co dalej... 2010/06/29 13:11 #1399

  • kowson77
  • kowson77 Avatar
  • Wylogowany
  • góró
  • Posty: 1748
  • Otrzymane podziękowania: 1
Przez wiele lat karmiłem okazami i nie tylko, moją sąsiadkę, głównie klenie, jazie i brzany. Co lepsze kąski zostawiałem dla siebie. Kiedyś w Wiśle było tyle dużych ryb, że raczej nikt ich nie zgłaszał (mowa o stałych bywalcach) i nikt nie zastanawiał się nad tym, że może ich kiedyś zabraknąć.

A teraz mamy to co mamy... :blush: :(
Ostatnio zmieniany: 2010/06/29 18:35 przez kowson77.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

O:Zjadłem okaz i co dalej... 2010/06/29 14:02 #1400

  • norbiko
  • norbiko Avatar
  • Wylogowany
  • góró
  • Posty: 1805
Obecny stan braku że tak się wyrażę pogłowia ryb jest szeroko złożony i bardziej bym obstawiał za niszczycielską i rabunkową gospodarką środowiska naturalnego aniżeli wędkarzami zabierającymi ryby z rzek jezior czy stawów.
Teraz bronimy się w ten sposób że staramy się ochronić to co pływa do momentu jak jakaś gnida poprzez swoje złe rządy zadecyduje w taki sposób że tony ryb zdechnie z braku wody lub tlenu, takie sytuacje już były w naszym kraju na przełomie zeszłego i obecnego roku.
Ostatnio zmieniany: 2010/06/29 14:15 przez norbiko.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

O:Zjadłem okaz i co dalej... 2010/06/29 14:14 #1402

  • kowson77
  • kowson77 Avatar
  • Wylogowany
  • góró
  • Posty: 1748
  • Otrzymane podziękowania: 1
Norbiko masz oczywiście rację ale temat nie o tym...
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

O:Zjadłem okaz i co dalej... 2010/06/29 14:26 #1403

  • norbiko
  • norbiko Avatar
  • Wylogowany
  • góró
  • Posty: 1805
Cytat kolegi Hektoresa
"Chciałbym zacząć dyskusje nie na temat czy brać czy nie brać... podzielili się doświadczeniami kulinarnymi co do okazów,czy warto ... czy branie w celu spożycia okazów ma sens...."


Temat Panie Kowson jest o zabieraniu okazów a więc o zabieraniu dużych wielkich ryb. według informacji prze zemnie zdobytych możliwości produkcyjne takiej DUŻEJ ryby są znacznie mniejsze niż osobnika młodszego a więc ten większy jest konkurentem pokarmowym dla tego "bardziej ambitnego" Z drugiej strony ten większy jest pomnikiem przyrody który w mojej ocenie ma jak najbardziej prawo do życia jednak narażony jest na powodzie, przyduchy, kłusowników i wiele jeszcze innych sytuacji w których jego istnienie stoi pod znakiem zapytania i ciężko mi się odnieść czy bym zabrał czy też i nie. Sądzę jednak że raczej bym wypuścił zakładając że jej połów nie był zbyt szkodliwy w skutkach.
Teraz chyba było na temat? :)
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

O:Zjadłem okaz i co dalej... 2010/06/29 15:29 #1405

  • kowson77
  • kowson77 Avatar
  • Wylogowany
  • góró
  • Posty: 1748
  • Otrzymane podziękowania: 1
Norbiko, Ty lepiej napisz co zeżarłeś w młodości a nie mi się tu kłusownikami zasłaniasz :laugh:
A temat brzmi "Zjadłem okaz..." a nie "kłusownicy zjedli okaz" ani inni Sowieci ;)
Ostatnio zmieniany: 2010/06/29 15:30 przez kowson77.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

O:Zjadłem okaz i co dalej... 2010/06/29 17:39 #1406

  • norbiko
  • norbiko Avatar
  • Wylogowany
  • góró
  • Posty: 1805
:P
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

O:Zjadłem okaz i co dalej... 2010/06/29 17:57 #1407

  • kurp1964
  • kurp1964 Avatar
  • Wylogowany
  • znawca tematu
  • Posty: 434
  • Otrzymane podziękowania: 1
kowson77 napisał:
Przez wiele lat karmiłem okazami i nie tylko moją sąsiadkę, głównie klenie, jazie i brzany. Co lepsze kąski zostawiałem dla siebie. Kiedyś w Wiśle było tyle dużych ryb, że raczej nikt ich nie zgłaszał (mowa o stałych bywalcach) i nikt nie zastanawiał się nad tym, że może ich kiedyś zabraknąć.

A teraz mamy to co mamy... :blush: :(

Podobnie robiłem jak Kawson, tyle że karmiliśmy razem z ojcem całą rodzinkę ;) Jak ja zaczynałem w latach 70 zabawę z wędka na Narwi nie było problemu z pięknym leszczem (rekord 73 cm), jaziem i kleniem. Była ładna brzana (mój rekord 3,75 kg na przepływankę). Trafiała się certa i świnka. Łowiliśmy z łódki i prawie zawsze spływało się z pełnym sadzem w łódce. Od czasu do czasu były też nocne wypady na suma. W zasadzie od 88 roku (od ślubu) bardzo rzadko zabierałem ryby bo żonka nie chciała ich skrobać i tak zaczęło się moje wypuszczanie, od czasu do czasu jakąś się wzięło, ale były to może 3 czy 4 sztuki większego białorybu na wypad, czyli delikatnie licząc jakieś 200 szt w roku. teraz jak w roku wezmę wszystkiego 10 sztuk, przeważnie szczupak, okoń i lin oraz karaś (łącznie) to jest już maks. W tym roku do wora trafił dopiero jeden linek 38 cm z zalewu w Wykrocie. No cóż, trzeba czymś obłaskawić żonkę ;) bo bardzo lubi lina w śmietanie.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

O:Zjadłem okaz i co dalej... 2010/06/29 20:22 #1411

  • Longin
  • Longin Avatar
  • Wylogowany
  • góró
  • Posty: 2091
  • Otrzymane podziękowania: 6
Ja w młodości nie miałem takich dylematów! Brać czy nie brać. Moja mama nie cierpiała ryb z wód stojących, a tym bardziej z rzek. Świnka i jej czarna otrzewna przyprawiały ją o mdłości.Wujek który mnie wprowadzał w arkana wędkarstwa zawsze miał słoiczek świnek w occie i wszystkich nimi częstował. Czy ktoś chciał czy nie. Oczywiście zawsze podawana była w formie zakąski. Wuj i mój ojciec byli braćmi i przy każdej okazji, jak się spotykali to obowiązkowo zakąszali świnką w occie. Pewnie dlatego moja mama miała awersję do świnek w occie, octu i wódeczki. Nie liczę wigilijnego karpia! Ten był akceptowany ze wszystkimi swoimi przywarami i zaletami! Nawet jak go trzeba było wystać w kilometrowej kolejce przed Wigilią! Może ktoś mi wytłumaczy czemu wówczas były takie jaja z karpiami.Dla nastoletniego chłopca okazem bywa szczupak 1,5 czy 2 kilowy.Takie ryby od czasu do czasu zabierałem do domu. No i węgorze, te zawsze. Inne ryby właściwie zaraz po złowieniu wypuszczałem. Nie było sensu mordować bo nikt z domowników nie chciał jeść tego, przepraszam za słowo "dziadostwa".W tamtych czasach ktoś ukuł hasło ; jedzcie dorsze, g..o gorsze! Też nie zrozumiała dla mnie formułka! I tak zostało do dziś. Praktycznie nie zabieram ryb z łowiska.Co ma jeszcze jedną zaletę - nie trzeba skrobać! Ale nie jestem przeciwnikiem, jeżeli kto inny zabiera ryby do domu. Byle z umiarem i zgodnie z regulaminem. Nie dla przysłowiowego kota! Lubię ryby! Wolę je jednak kupić w gospodarstwie rybackim, a morskie ( te lubię najbardziej ) w zaprzyjażnionym małym sklepie rybnym.Jak ktoś chce to niech je okazy! Ale czy np. metrowy szczupak jest smaczną rybą? Nie sądzę! :unsure:
Jestem Polakiem gorszego sortu, z ukrytą opcją niemiecką!
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

O:Zjadłem okaz i co dalej... 2010/12/20 13:37 #8513

  • Skierosiek
  • Skierosiek Avatar
  • Wylogowany
  • wędkoholik
  • Posty: 330
Wiem że to trochę nie na temat ale...

Jak słyszę że ktoś złapał suma np 30kg lub więcej i zabrał do domu by wszamać to się dziwię bo powszechnie wiadomo że ryba stara jest niesmaczna, w czym popieram tezę kolegi Longina.
Zabieranie okazów do celów konsumpcyjnych mija się w moim mniemaniu z celem. Kiedyś brano duże sztuki bo nie było jak udowodnić ze się je złapało-teraz każdy ma w telefonie aparat więc ta opcja odpada.

Fakt jest taki że "kiedyś" ryb łapało się dużo więcej-też pamiętam jak kiedyś ojciec przywiózł z wyprawy ok 20kg białorybu!! tylko co potem? rozdał po rodzinie a matka zła była bo tyle smażenia i w ogóle bałagan bo gdzie to trzymać.Potem już nigdy ojciec nie przywiózł takie ilości ale tylko dlatego że wiedział jaki to bajzel z tym-natomiast trafił się mu kiedyś połów w postaci 6 leszczy średnio po 3,5 kg każdy i nie pamiętam żebysmy się zachwycali walorami smakowymi tych "patelni".Wielokrotnie szczupaki ok 5kg ,dla wtedy małego siurka jak ja wyglądały jak krokodyle, oraz spore węgorze i okonie-bo ta ryba była i była do złapania.

Ryby różnych wielkości się wtedy jadło bo takie nie inne były czasy i tyle.
A tak na marginesie obecnie jesteśmy tak przeczuleni na to by wypuszczać ryby że jak ktoś złapie okaz medalowy to pierwsza moja myśl/pytanie jest takie czy ryba wróciła do wody i bardzo mnie to cieszy!!!
Życie jakie jest takie jest...ale zazwyczaj jest do d...
Ostatnio zmieniany: 2010/12/20 13:38 przez Skierosiek.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.

O:Zjadłem okaz i co dalej... 2010/12/20 14:19 #8515

  • okonek
  • okonek Avatar
  • Wylogowany
  • znawca tematu
  • Posty: 583
  • Otrzymane podziękowania: 1
Ja tez zjadłem okaz - na faktach :laugh: Na Sanie łowiliśmy przy ujściu Wiszni. Siedziałem sobie pod krzaczkiem i polowałem na bolenia bo tak się tłukł.
Okazało się że nie boleń a szczupak. Pod wieczór wyskakiwały maluchy aż na brzeg. Nagle taki łomot że o mało nie spadłem z fotelika. I ustało. Proszę sobie wyobrazić że ten durny szczupły tak szalał że wyskoczył na brzeg.Obok mojego fotelika. W nocy mam branie i holuje karpia a były tam przedniej marki ooooooo :ohmy: Podchodzi Jurek z Leszkiem i Leszek mówi tak, No no kolego tu się ciągnie jeden za drugim a nawet się nie pochwalisz. Świeci latarka na szczupaka obok fotelika a ja oczy w słup. Ten durny szczupły nawet ogonem nie myrdał bo bym wypuścił ale widocznie nie chciało mu się żyć więc go zjedliśmy. Joz się nie nadawał na C&R :laugh:
łowię, a nie łapię. Zjem, a nie żrę.

Ten obrazek jest ukryty dla gości.
Proszę zalogować się lub zarejestrować, aby go zobaczyć.

Ostatnio zmieniany: 2010/12/20 14:20 przez okonek.
Administrator wyłączył możliwość publicznego pisania postów.
Moderatorzy: spines21, glizdziarz, okonhel
Czas generowania strony: 0.050 s.