Spiderwire Smooth

Chciałbyś podzielić się swoją wiedzą, spostrzeżeniami lub opisem przygody wędkarskiej? Wyślij artykuł na adres Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Zamieścimy go w czytelni


Był to 28 października - mroźny ale słoneczny... od samego wyjazdu była wyjątkowa ze względu na to, że od 4 rano żarty trzymały się mojego kompana,

Od dwóch lat zbierałem się na te zimowe pstrągowanie, zbierałem i… nic z tego nie wychodziło.

Chwila szczęścia – czyli wielki letni leszcz.

... Pierwsze kroki

Kontynuując cykl zapoczątkowany przez Marcina (Pisaq) chciałem i ja dołożyć swoje trzy grosze jako że przewinęła się w tym wątku również moja skromna postać osoby, która zachorowała na nieuleczalną chorobę – muchozę.

Zaczyna się marzec. Już zaczynam się kręcić, przeglądać pudełka z pstrągowymi przynętami. Woblery, obrotówki, koguciki, gumki.

Był to wyjazd, który zapamiętam na bardzo długo. Podczas tej wyprawy, działo się naprawdę wiele rzeczy. Przenieśmy się zatem w czasie o jakieś dwa lata wstecz:

Ten wspaniały połów, miał miejsce podczas robienia zdjęć do filmu pt. „Sposób na szczupaka”. A dokładnie było to tak:

To był piękny choć pochmurny grudniowy dzień, a dokładnie sylwester. Po ciężkich negocjacjach z małżonką doszliśmy do wniosku że nic nie stoi na przeszkodzie bym przed sylwestrową zabawą, zrelaksował się na swój sposób – odbył krótką wędkarską przygodę.

Był kwiecień 2011 roku. Po raz kolejny wybrałem się z kolegą na nocną zasiadkę, oczywiście na Odrę.

Prawdziwy karpiarz nawet podczas pobytu na obczyźnie na każdym kroku myśli jak tu wybrać się na zasiadkę.

Był październik 2010r., i wybrałem się ze spinningiem na kolejny wypad nad Odrę. Plan miałem ułożony już dzień wcześniej, a mianowicie:

Po imprezowej nocy, obfitej w napoje wyskokowe (pożegnanie kierownika budowy) budzi mnie telefon o godzinie 9:17.

18 lipca 2011 roku, piękna, słoneczna pogoda - wręcz wymarzona na "moje" okonie... i jak się okazało... nie tylko.

Sezon rozpoczęłem pstrągowy dopiero 5 stycznia, ale jak się później okazało było to moje wymarzone rozpoczęcie. 4 stcznia wykupiłem znaczki na wody górskie i na drugi dzień planowałem wyskoczyć na pierwsze pstrągi w tym sezonie.

Zachęcony opowiadaniem kolegi, choć akurat jestem wędkarzem, którego do wędkowania zachęcać nie trzeba, o zerwaniu ładnego szczupaka wybrałem się  tym razem na to właśnie jezioro z zamiarem obłowienia miejsca gdzie ów szczupak był się jemu zerwał razem z przynętą, której wygląd znany mi był z jego opisu.

Zdarzenie to miało miejsce parę lat temu nad rzeka Pisą...  

Rzecz działa się w Londynie 1 października 2013.

Jest! Jest! Jest! ...wreszcie są wolne spodniobuty... podejrzane dlaczego... Oglądam czy nie ma w środku jakiejś niespodziewajki... No tak wyjaśniło się - wszyscy pobiegli na grilla i piwko.

To był piątek, wieczór. Już jak się kładłem spać wiedziałem, że będzie problem z zaśnięciem. Zupełnie jakbym coś przeczuwał, coś co się wydarzy wkrótce...

Niepozorny dzień nie zapowiadał się w żaden sposób wyjątkowo, jednak okazał się tym jedynym.

Szczerze mówiąc w ogóle nie miałem ochoty jechać na te targi i gdyby nie to, że jakiś temu podczas luźnej rozmowy powiedziałem Jareckiemu, że jadę – spędziłbym ten weekend w domu.

Było to kilka miesięcy temu, w czerwcu. Zadzwonił do mnie znajomy Polak.

Rok temu, trzech Polaków, poprosiło mnie bym pomógł im w załatwieniu formalności pełnienie roli pilota w zwiedzaniu Gabonu. Nie ma sprawy.

Witam Was po raz kolejny. W zeszłym tygodniu, dzięki uprzejmości ekipy WTV, miałem okazję łowić na jednym z niezwykłych i rybnych łowisk w Polsce.
Jakiś czas temu otrzymałem bardzo miły prezent – książkę Nika Satto pt. „Szczupak – król drapieżników”.
Witam wszystkich rybomaniaków. Sprawa jest sprzed jakiegoś już czasu ale warto przypomnieć i może nieco rozdmuchać.
Clay Dyer urodził się 3.05.1978 r. bez kończyn dolnych, lewego ramienia i jedynie fragmentem prawego.

Był chyba 1985 rok. Początek marca. Zalew Jeziorsko.

Ostatnio dotarło do nas parę nowości.
Na pierwszy ogień rozpakowaliśmy nowy kołowrotek SHIMANO, model AERO SPINNING 4000FA.
"Nic się nie zdarza, jeśli nie jest wpierw marzeniem" - Carl Sanburg
64Takiej świecy jeszcze nie widziałem, ze dwa metry na ogonie i daje nura do dna.

133Od otwarcia naszego portalowego sklepu, dużym zainteresowaniem cieszą się przynęty spinningowe Zbigniewa Wąchały. Zapraszamy do zapoznania się, czym kieruje się pan Zbyszek projektując swoje niezwykle łowne woblery.

Gdy przyszła paczka z nagrodą wygraną w konkursie na WTV byłem bardzo zadowolony.

Zander i Power Jig

Rynek zalewają tony przeróżnego sprzętu wędkarskiego, każdy producent swoje chwali i angażuje wędkarskie autorytety w celach promocyjnych.

Czym powinna charakteryzować się idealna obrotówka? Natychmiastowym startem w każdych warunkach.

Tegoroczna zima dała się nam wszystkim we znaki. Nie każdy potrafi cieszyć się urokami sportów zimowych i docenić godziny spędzone na lodzie.

O wędkarskim diabełku, psich bąkach i wyrośniętym kleniu...Rozochocony sporym boleniem z zeszłego tygodnia, postanowiłem zapolować na jeszcze większą rapę.
Tydzień pracy dał mi się trochę we znaki, z utęsknieniem wyczekiwałem weekendu. W piątek wieczorem umówiłem się z moim bratem, że nazajutrz tzn. w sobotę wybieramy się na ryby.
Ryba!!! Na mój okrzyk Marta i „wierny pies Loko” rozczmuchają się na boki a z hangaru dochodzi dźwięk czegoś, co przed chwilą stało lecz niewątpliwie teraz rozleciało się na kawałki.
Początek sierpnia 2009 obdarzył nas piękną słoneczną pogodą, żar każdego dnia lał się nieba czasami utrudniając pracę i normalne funkcjonowanie.
Witajcie koledzy po kiju, chciałbym opowiedzieć wam kolejna nocną wyprawę która zaliczyłem razem z kolegą nad Odrą.

Są to wspomnienia z czasów kiedy wędkowałem głównie na jeziorze Czerskim. Bardzo przyjemny zbiornik. Nawet dość rybny. Z tego powodu, że odwiedza go sporo wędkarzy, na sukcesy można liczyć po uprzednim, odpowiednim zanęceniu stanowiska.

W końcu zebrałem się w sobie i postanowiłem opisać jedną z moich przygód wędkarskich. Inspiracją do napisania był artykuł kolegi, który wybrał się na ryby
Wściekle dzwoniący dzwoneczek, nie dał mi dokończyć rozmyślań o moich nałogach, tym hardziej, że wszystko wskazywało na to, że kij zaraz wyląduje w wodzie.

JEST i czuję jak schodzi w dół. Hamulec zaczyna popuszczać raz i drugi. Postanawiam go dokręcić, bo poniżej widać zwalone drzewo.

Nadszedł lipiec – czas wakacji. Więcej białych żagli niż wody. Dzieciarnia z wrzaskiem biegająca po piaszczystej plaży,
Rapa goniła za uciekającą drobnicą. O dziwo wystarczył jeden rzut i po krótkiej lecz zaciętej walce około 3kg boleń siedział w łódce „zawodowo podebrany” wcześniej przez Agatkę.
Mierzył 54 cm i ważył 2, 53 kg, długo tego nie wiedziałem, ale przez następne 4 lata był nieoficjalnym rekordem Polski. Byłem i jestem dumny z mojej pierwszej prawdziwej ryby szkoda tylko, że wówczas na wsi był tylko do dyspozycji aparat Ami66, zresztą bez kliszy, bo nie mam żadnej pamiątki z tego wydarzenia. Ale mam za to świadka i świadomość wyjętego trofeum.