Berkley 1

Chciałbyś podzielić się swoją wiedzą, spostrzeżeniami lub opisem przygody wędkarskiej? Wyślij artykuł na adres Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Zamieścimy go w czytelni


Nie było typowego, boleniowego gruchnięcia. A może zamortyzował je rezerwowy spinning i dość cienka żyłka?
Zarzucam pierwszą wędkę i biorę się do przygotowania następnej, gdy zluzowany hamulec zaczyna swoją muzykę, odkładam dotychczasową robotę
Ryby jeszcze nie widzę, ale mówię do kolegi, że to chyba nie szczupak, bo jakoś inaczej ryba się zachowuje.
Czy lubicie Koledzy wybrać się na ryby? To pytanie skierowane do nas wędkarzy o ile nie jest  retoryczne, to zapewne cechuje go głupio brzmiąca forma.

Gdzieś na pograniczach Kielc płynie rzeka zwana Czarną Nidą, jedna z najbardziej malowniczych rzek powiatu kieleckiego.

Spod resztek topniejącego śniegu lub zeszłorocznych liści przebijają się pierwsze przebiśniegi a wraz z nimi budzi się wiosna i budzą się nad rzekami żaby.

Minął już październik a z nim ostatnie ciepłe dni, więc nad wodę wybierają się tylko „wędkarskie morsy”, którym nie srogie są listopadowe przymrozki

Smoltt to początkowe stadium życia Troci Wędrownej, które spędza w rzekach, żywiąc się głownie w tym czasie drobnym pokarmem, jakim są owady i ich larwy,

Rzeka w zimie to nie zapomniane odczucie i nie tylko wzrokowe ale rezultaty połowu kleni a i nie tylko kleni przynosi nam satysfakcje i zawsze wracamy. Kiedy widzę, a ja bardzo często łowię w zimie z lodu też ( o czym może później ) te cudowne brzegi pomalowane na biało i tę unoszącą się mgiełkę nad woda która osiada na krzakach wtedy wiem że życie jest pełne szokujących barw bo w tej zimowej scenerii widzimy kolory we wszystkich odcieniach.

Na faktach.

Małymi krokami ku królowej Polskich rzek.

Chciałbym zacząć od tego jak się tam znalazłem i jak się dowiedziałem wogóle o tej pięknej wodzie.

Witam Kolegów Wędkarzy

Już od dłuższego czasu krążą mi po głowie mysli o napisaniu mojego nietęgiego przypadku, jako że wędkarzem jest średniej jakości i z racji niezbyt częstego bywania nad wodą nie mogę się pochwalić jakimiś super połowami aczkolwiek na brak wrażenień nie narzekam :)

Co to za kij i dlaczego tak bardzo go lubimy. Można powiedzieć że kolej na federy.

Wszystko zaczęło się od wyprawy do Drawska Pomorskiego nad pewne jezioro.
Dostałem bęcki... Zlał mnie straszliwie i skopał bezbronnego... Najpierw zafundował mi wtargiwanie dwudziestokilogramowego suma przez burtę,
okonek1Znam zdanie pewnych kolegów po kiju, którzy na słowo leszcz dostają gorączki. Zawsze też pytałem sam siebie dlaczego ? Odpowiedź była zawsze jedna, bo taki śliski i kościsty, poważnie –kościsty.
Cofając się pamięcią, każdemu z nas rysuje się obraz pięknej, nie zurbanizowanej Polski, w której każdy nie mal kawałeczek wody, był zamieszkały przez okazałe ryby…Czasy się zmieniły, my wraz z nim, aby w dobie telewizorów 3D, komórek robiących zdjęcia lepszej jakości niż kiedyś mogliśmy sobie tylko pomarzyć – nie zostać w tyle, uważanym za dziwaka…Zmieniło się samo wędkarstwo, lecz mimo tego, coś pozostało z dawnych czasów. To ryby…

- Drapieżne skarby Świętej Anny
Kiedy po raz pierwszy odwiedziłem Szwecję, wiedziałem po powrocie, że to moja druga ojczyzna. Urzekające krajobrazy, życzliwi ludzie, no i przede wszystkim ….wspaniałe ryby.

Skoro dzielimy się własnymi pomysłami to i ja dorzucę coś od siebie.

- na przytrzymanego. Spinningując w rzekach często mamy do czynienia z sytuacją, w której w celu optymalnej prezentacji przynęty musimy wypuścić ją dosyć daleko
W związku z tym, że porada ma być na dowolny temet wędkarski, niekoniecznie związany z wędkarstwem morskim,
Ależ się władowałem... Miałem dzień wolny i akurat tego dnia moja druga połowa umówiła się na rozmowę o pracę.
Ostatnio po przeczytaniu artykułu w "Echu dnia" wróciły wspomnienia z czasów kiedy wędkowało się na Stawie Białogońskim. Postanowiłem przybliżyć temat tego kiedyś popularnego obecnie nie istniejącego zbiornika .
Rzeka w  środkowej Polsce, prawy dopływ Narwi o długości 146 km i powierzchni dorzecza 2 077 km2. Płynie przez Nizinę Północnomazowiecką, w województwie warmińsko-mazurskim i mazowieckim. Jej koryto jest bardzo zróżnicowane - bywa płytka i bardzo wąska, a miejscami rozlewa się bardzo szeroko. W lecie jest bardzo zarośnięta.
Chciałbym zacząć od wyjaśnienia sprawy dotyczącej łowienia szczupaków w kwietniu.
Kiedy się przebudziłem, od razu podszedłem do okna. W blasku wschodzącego kwietniowego słońca widzialem kutry i senny port w Jastarni.
W czwartek daliśmy ognia... We dwóch w ciągu dwóch godzin wyholowaliśmy cztery zębatki i jednego sandaczyka.
Gdzieś na wschód od Mławy z mrocznych bagien Wzniesień Mławskich, wypływa niewielka rzeka Orzyc.
Zostaje mi ostatnie kilkanaście metrów i powoli przestaję się łudzić, że jeszcze coś się wydarzy…
Jedną wędkę posłałem zbyt blisko i postanowiłem poprawić zarzut ale kręcąc młynkiem poczułem potężny opór, coś trzymało mój zestaw niczym kłoda.
Po zamknięciu kabłąka i dosłownie dwóch obrotach korbką  mam piękne uderzenie, a wędka wypada mi z rąk!
Wychylam się zza krzaka i widzę niesamowite przedstawienie. Pod obrośniętym korzeniami brzegiem trą się jakieś niewielkie rybki.
Kraina Wikingów przywitała nas iście nie-skandynawską pogodą. Słońce nie miało nawet najmniejszej chmurki na horyzoncie aby skryć się choć na chwilę
Jeśli na hak założyłeś trzy grube rosówki, a sygnalizator brań powoli wędruje ku górze, to wiedz, że coś się dzieje… 
W końcu nadchodzi długo oczekiwany czas wyjazdu na ryby do Norwegii. Jadę dość daleko za koło podbiegunowe do miejsca w którym byłem przed kilku laty.
Ostatnio pogoda nie sprzyjała gruntowemu wędkowaniu z plaży. Wiatry wiejące co dzień z innego kierunku, zimno i niska temperatura wody - za wysoka na flądry, a zbyt mała na inne ryby, doprowadzały mnie do szału...
W dzisiejszych czasach spinningiści nie mają łatwego życia, nie dość, że ryb w naszych wodach jest jakby mniej to te, które pozostały widziały już chyba wszystkie sztuczne przynęty.
... co by na suma nie wyszło. Dosłownie ucho mi zwiędło, gdy Robert wykładał mi przez telefon, co sądzi o naszym poczuciu czasu i punktualności.
Było bardzo „gorąco”...nigdy tego nie zapomnimy. Burza z trąbą powietrzną, wyrosła jak spod ziemi. Ta błyskawica była jak laser z nieba, niedaleko nas. Wialiśmy gdzie pieprz rośnie...
Sander lucioperca (Sandacz) przez wielu wędkarzy bardzo pożądany i ceniony jako przebiegły drapieżca, trudny wędkarsko i ja również jestem tego zdania.

Zgodnie z tym co napisałem w zakończeniu poprzedniego tekstu pozwolę sobie pokrótce scharakteryzować ulubione i najbardziej moim zdaniem skuteczne błystki wahadłowe. Zaczynamy od absolutnej klasyki...

Kiedy myślałem o kupnie pontonu – okazało się że moje wyobrażenia musiały zderzyć się z rzeczywistością. Przeglądałem wiele ofert, nie będę wymieniał firm.
Dzień jak każdy inny weekendowy poranek, zbiórka przed zawodami 6 rano, parę słów od sędziów, odprawa drużyn, losowanie stanowisk.
Z Ostrołęki ruszamy o 3:00 obierając kierunek na Kraków. Po dojechaniu do Krakowa zrobiliśmy sobie mały odpoczynek na krakowskim rynku.
Powoli sezon dobiega końca za parę dni październik i nim się obejrzymy będzie biało. Większość już powoli szykuje się do zamknięcia sezonu, ostatnie wypady w cieplejsze dni nad wodę a potem wędki wędrują do szafy. W zeszłym roku sezon zamykałem kilkakrotnie i jakoś nie udało mi się go zamknąć a ni otworzyć.
Cichy dzwonek budzika w telefonie wyrwał mnie z błogiego snu. Za oknem jeszcze ciemno i ani żywej duszy.

Dziś chciałem przypomnieć przez niektórych zapomniana przynętę – spinnerbait a raczej jego krajową odmianę.

Kiedy zbliżą się jesienne słoty i znad wody znikną prawie zupełnie wędkarze spławikowi, ja – pomimo „skrzypiących” już stawów – na opustoszałych jeziorach zaczynam polowanie z łódki na duże okonie.